Psychologia czy Chrystus? LIST OD RAFAŁA

Dzisiejszy wpis będzie nieco dłuższy. Chciałbym opublikować korespondencję z Rafałem (za jego zgodą), która zaczęła się od mojego wpisu 15 października 2013 roku. Oto jego treść:

List do Rzymian (1,16-25)


Ja nie wstydzę się Ewangelii, jest bowiem ona mocą Bożą ku zbawieniu dla każdego wierzącego, najpierw dla Żyda, potem dla Greka. W niej bowiem objawia się sprawiedliwość Boża, która od wiary wychodzi i ku wierze prowadzi, jak jest napisane: a sprawiedliwy z wiary żyć będzie. Albowiem gniew Boży ujawnia się z nieba na wszelką bezbożność i nieprawość tych ludzi, którzy przez nieprawość nakładają prawdzie pęta. To bowiem, co o Bogu można poznać, jawne jest wśród nich, gdyż Bóg im to ujawnił. Albowiem od stworzenia świata niewidzialne Jego przymioty – wiekuista Jego potęga oraz bóstwo – stają się widzialne dla umysłu przez Jego dzieła, tak że nie mogą się wymówić od winy. Ponieważ, choć Boga poznali, nie oddali Mu czci jako Bogu ani Mu nie dziękowali, lecz znikczemnieli w swoich myślach i zaćmione zostało bezrozumne ich serce. Podając się za mądrych stali się głupimi. I zamienili chwałę niezniszczalnego Boga na podobizny i obrazy śmiertelnego człowieka, ptaków, czworonożnych zwierząt i płazów. Dlatego wydał ich Bóg poprzez pożądania ich serc na łup nieczystości, tak iż dopuszczali się bezczeszczenia własnych ciał. Prawdę Bożą przemienili oni w kłamstwo i stworzeniu oddawali cześć, i służyli jemu, zamiast służyć Stwórcy, który jest błogosławiony na wieki. Amen.

Dzisiejsza lekcja pełna jest różnych nauk. Przede wszystkim Paweł zachęca, przez swoją postawę, do niewstydzenia się Ewangelii. To trudne zadanie. Trudno nam jest świadczyć o naszym przywiązaniu do Niej, gdy sami jesteśmy grzeszni i słabi. Czasami nie dajemy w ogóle świadectwa – z lęku, ale też w świadomości swoich słabości. Może to i dobrze. Nie wolno się z religijnością obnosić – gdy tak czynimy, los sprawi, że przypomnimy sobie prędzej czy później, że jesteśmy słabi. Ewangelię nosi się w sercu i przemienia w czyn, a nie zachwala jej zalety, nie robi się z siebie mędrca. Najważniejsze w Ewangelii jest to, że wierność Ewangelii polega na zaufaniu zawartej w Niej nadziei – nadziei na sprawiedliwość. Jest to sprawiedliwość nierozliczająca nas z każdej winy, ale sprawiedliwość w jej biblijnym rozumieniu: ujęcie się Sędziego za człowiekiem – noszącym na sobie słuszne oskarżenie o grzech. Sprawiedliwość Boża, którą poznajemy przez Ewangelię nie służy pogrążaniu nas w poczuciu winy, ale we wsparciu, usprawiedliwianiu i odnowie życia.

Lekcja zawiera też ostrzeżenie przed fałszywymi naukami. To ważne ostrzeżenie – tak dla naszych czasów, jak i dla czasów minionych i przyszłych. Fałszywe nauki rodzą się w czasie kontemplowania Pism świętych oraz z obserwacji stworzonego świata. Gdy jednak do głosu Bożego (który przebrzmiewa przez Pisma i stworzenie) my dodajemy za dużo własnych gadek i „mądrości” stajemy się jak ci, bliżej nieokreśleni, poganie z dzisiejszego czytania, którzy zamienili chwałę niezniszczalnego Boga na podobizny i obrazy śmiertelnego człowieka, ptaków, czworonożnych zwierząt i płazów.

Interpretując Pismo Święte, słuchajmy Boga i sumienia. Mamy dziś liczne oferty interpretacji. Piękne, liryczne, inteligentne, wzniosłe, rewelacyjne… W czasach istnienia tak wielu ofert interpretacji i nauk licznych Kościołów oraz pomysłów duszpasterzy, nie nakładajmy prawdzie pęt, przebijajmy się do Głosu Bożego – do Głosu Boga, którego nauki są proste i pomocne, a poznamy, że Ewangelia jest mocą Bożą ku zbawieniu dla każdego.

KOMENTARZ:

“Interpretacja” kończy się na wersecie 25, choć moim zdaniem powinna na wersecie co najmniej 32. Przypomnę (cytat z BT):

(26) Dlatego to wydał ich Bóg na pastwę bezecnych namiętności: mianowicie kobiety ich przemieniły pożycie zgodne z naturą na przeciwne naturze. (27) Podobnie też i mężczyźni, porzuciwszy normalne współżycie z kobietą, zapałali nawzajem żądzą ku sobie, mężczyźni z mężczyznami uprawiając bezwstyd i na samych sobie ponosząc zapłatę należną za zboczenie. (28) A ponieważ nie uznali za słuszne zachować prawdziwe poznanie Boga, wydał ich Bóg na pastwę na nic niezdatnego rozumu, tak że czynili to, co się nie godzi. (29) Pełni są też wszelakiej nieprawości, przewrotności, chciwości, niegodziwości. Oddani zazdrości, zabójstwu, waśniom, podstępowi, złośliwości; (30) potwarcy, oszczercy, nienawidzący Boga, zuchwali, pyszni, chełpliwi, w tym, co złe – pomysłowi, rodzicom nieposłuszni, (31) bezrozumni, niestali, bez serca, bez litości. (32) Oni to, mimo że dobrze znają wyrok Boży, iż ci, którzy się takich czynów dopuszczają, winni są śmierci, nie tylko je popełniają, ale nadto chwalą tych, którzy to czynią.

Jeśli byłoby to możliwe, prosiłbym autora bloga o komentarz, jak rozumie wersety 26-32 w kontekście poprzednich wersetów. Dziękuję.

Rafał

ODPOWIEDŹ:

Witaj, Rafale!

Słuszna uwaga – ale cytat był lekcją z danego dnia, było to bowiem 15.10.2013 i wówczas tylko tyle Kościół katolicki (w tym wypadku: łaciński) podawał jako lekcję. Dalszy fragment, o którym piszesz i który cytujesz współbrzmi z powyższym. Otóż ludzie błądzą oddając się rozpuście cielesnej (por. Twoje uzupełnienie) i intelektualnej (por. ówczesna lekcja: “Podając się za mądrych stali się głupimi. I zamienili chwałę niezniszczalnego Boga na podobizny i obrazy śmiertelnego człowieka, ptaków, czworonożnych zwierząt i płazów. Dlatego wydał ich Bóg poprzez pożądania ich serc na łup nieczystości”.) Oba fragmenty współbrzmią ze sobą. Ludzie skłonni są oddać się złu cielesnemu i intelektualnemu i oba fragmenty pokazują, że Bóg na to pozwala (“wydał ich Bóg na pastwę na nic niezdatnego rozumu”). Bóg na to zezwala, ale czy tego pragnie? – Pewnie nie. Choć Paweł dość ostro mówi o bożym przyzwoleniu sądzę, że łże-prorocy i rozpustnicy cały czas, do końca życia mają w sobie głos sumienia, który podpowiada, że błądzą. Czy jednak Paweł przekreśla możliwość ich zbawienia? Na pewno utratą zbawiania ryzykują, ale zawsze tu i tam pojawia się okazja nawrócenia – sądzę, że głos sumienia nigdy do końca nie bywa stłumiony. Św. Paweł sam był zatwardziałym przeciwnikiem prawdy, a jednak… nagle się nawrócił.

A jak rozumiem cytowany przez Ciebie fragment. Odpowiem: tak, jak brzmi.

Piotr

KOMENTZARZ:

Piotrze, dzięki za szybką odpowiedź. Zanim się do tego odniosę proszę cię jeszcze o potwierdzenie prawidłowości tego zdania:

„Choć Paweł dość ostro mówi o bożym przyzwoleniu sądzę, że łże-prorocy i rozpustnicy…”
Czy tu się wkradły jakieś literówki? Czy łże, znaczy kłamie? Co masz na myśli stawiając razem proroków i rozpustników? Nie chce wyciągnąć mylnych wniosków, więc proszę cię o wyjaśnienie.

ODPOWIEDŹ:

Rafale,
Łże-prorocy to trochę neologizm. Ten przedrostek funkcjonuje chociażby w gwarach na wschodzie Polski i oznacza kogoś przebiegłego. Pokrewny jest do standardowego polskiego “łgać”. Rozmyślnie nie użyłem “fałszywy prorok”, gdyż to określałoby osobę z zasady czemuś przeciwną. Łże-prorok, na którego popularyzację tutaj się posiliłem, oznacza osobę, która lansuje się na proroka prawdy, ale przemyca fałszywe nauki. Mam nadzieję, że tym neologizmem polszczyzny zanadto nie skalałem.

Pozdrawiam!

KOMENTARZ:

Piotrze, dziękuję ci za twoje interpretacje fragmentu listu do Rzymian. Wiele słusznych rzeczy napisałeś. Ja chciałbym zwrócić jeszcze uwagę na coś, na czym ty się nie skupiłeś w swoich komentarzach.

Mianowicie:
(24) Dlatego wydał ich Bóg poprzez pożądania ich serc na łup nieczystości,
(26) Dlatego to wydał ich Bóg na pastwę bezecnych namiętności:
Jakie to są pożądania, bezeceństwa i nieczystości?
Paweł w głównej mierze skupia się w tym fragmencie na tych:
“kobiety ich przemieniły pożycie zgodne z naturą na przeciwne naturze.”
“Podobnie też i mężczyźni, porzuciwszy normalne współżycie z kobietą, zapałali nawzajem żądzą ku sobie, mężczyźni z mężczyznami uprawiając bezwstyd i na samych sobie ponosząc zapłatę należną za zboczenie.”

Wiemy doskonale, że Bóg przez Apostoła Pawła potępia tutaj homoseksualizm, zarówno pomiędzy mężczyznami, jak i kobietami.

Ale dlaczego Bóg wydał ludzi na te bezecne namiętności???
(21) Ponieważ, choć Boga poznali, nie oddali Mu czci jako Bogu ani Mu nie dziękowali, lecz znikczemnieli w swoich myślach i zaćmione zostało bezrozumne ich serce.
(22) Podając się za mądrych stali się głupimi.
(23) I zamienili chwałę niezniszczalnego Boga na podobizny i obrazy śmiertelnego człowieka, ptaków, czworonożnych zwierząt i płazów.
(25) Prawdę Bożą przemienili oni w kłamstwo i stworzeniu oddawali cześć, i służyli jemu, zamiast służyć Stwórcy, który jest błogosławiony na wieki. Amen.
(28) A ponieważ nie uznali za słuszne zachować prawdziwe poznanie Boga, wydał ich Bóg na pastwę na nic niezdatnego rozumu, tak że czynili to, co się nie godzi.

Generalnie ludzie, o których mowa, poznali Boga, lecz odrzucili go, nie oddali mu czci, prawdę Bożą zamienili w kłamstwo, oddawali cześć stworzeniu, a nie Stwórcy.

W następstwie tego Bóg wydał ich na czynienie zła. Ale w jaki sposób to uczynił? Co się działo z nimi przed dokonaniem konkretnych złych uczynków?
– znikczemnieli w myślach swoich
– zaćmione zostało bezrozumne ich serce
– mieli złe pożądania ich serc (wydał ich Bóg poprzez to)
– zapałali nawzajem żądzą ku sobie

W całym pierwszym rozdziale listu do Rzymian w skrócie rysuje się taki obraz, dot. homoseksualizmu:
Ludzie odrzucili Boga, choć mieli możliwość go poznać lub wręcz poznali, zaczęli oddawać cześć stworzeniu a nie Stwórcy, i dlatego wydał ich Bóg na bezeceństwa (homoseksualizm), w wyniku czego zapałali oni ku sobie żądzą i potem czynili zło.

I coś bardzo ważnego na koniec – jest to nie tylko Bożym dozwoleniem na oddanie się złu, ale jest to forma Bożego gniewu, okazanego tym osobom:
(18) Albowiem gniew Boży ujawnia się z nieba na wszelką bezbożność i nieprawość tych ludzi, którzy przez nieprawość nakładają prawdzie pęta.

Ciekaw jestem Piotrze, czy zgadzasz się z tym co napisałem powyżej, czy też widzisz to inaczej?

ODPOWIEDŹ:

Drogi Rafale,

Twój wywód jest bardzo spójny i nie pozostaje mi nic tylko się z nim zgodzić. Należy jednak zauważyć – może tak myślę, bo piszę z perspektywy katolickiej – że działanie Boga w stosunku do zatwardziałych grzeszników jest motywowane Jego sprawiedliwością i miłosierdziem, które są nierozłączne. Toteż, nie wyobrażam sobie, by wydanie na pastwę fałszywych nauk i rozpusty wynikało (ze strony Boga) z gniewu histerycznego – typowego dla cielesnych ludzi, którzy z natury bywają impulsywni – lecz raczej z ze sprawiedliwości i miłosierdzia, które przyzwala na wolne wybory człowieka i jego – nawet złe – decyzje (jako katolicy wierzymy bowiem, że Bóg nikomu zła nie życzy, a zło jedynie dopuszcza). Jednak miłosierdzie jest od sprawiedliwości nieodłączne, stąd śmiem twierdzić, że nawet zatwardziały grzesznik miewa w swym życiu przebłyski sumienia, które podpowiadają mu, że błądzi. Chodzi mi o to, że póki żyjemy na Ziemi, co jakiś czas Bóg zsyła każdemu okazję nawrócenia – bez względu na stan jego serca (Jego miłosierdzie, tak jak sprawiedliwość, jest trwałe).

Dziękuję raz jeszcze za refleksje i zachęcam do dalszych komentarzy.

Piotr

KOMENTARZ:

Piotrze, masz rację, że Bóg się nie zmienia i cały czas jest zarówno sprawiedliwy, jak i miłosierny. Nie jesteśmy w stanie ocenić, jak wygląda Boży gniew z perspektywy Stwórcy. Ale z naszej perspektywy wygląda to np. tak:
– zesłanie potopu (zagłady) na wszystkich ludzi i stworzenie, za wyjątkiem sprawiedliwego wśród swojego pokolenia Noego wraz z rodziną
– spalenie ogniem i siarką Sodomy i Gomory, za wyjątkiem Lota i jego rodziny
– odebranie życia Ananiaszowi i Safirze, którzy okłamali Ducha Świętego (zob. Dz. Ap. 5)
– gniew Boży opisany w Objawieniu Jana, wylany na grzeszny świat, w tym np. to:
“Jeżeli ktoś odda pokłon zwierzęciu i jego posągowi i przyjmie znamię na swoje czoło lub na swoją rękę, to i on pić będzie samo czyste wino gniewu Bożego z kielicha jego gniewu i będzie męczony w ogniu i w siarce wobec świętych aniołów i wobec Baranka.”

Przykładów w Biblii jest o wiele więcej, które mówią o Bożym gniewie, skutkującym strasznymi konsekwencjami.

No i gniew Boży, w którym Bóg nie odbiera życia człowiekowi, a “pozwala” mu grzeszyć ile człowiek chce…

Który “rodzaj” gniewu jest straszniejszy??? Taki powodujący natychmiastową śmierć, czy wydający człowieka na czynienie zła??? Nie wiem, ale wiem, że STRASZNA TO RZECZ WPAŚĆ W RĘCE BOGA ŻYWEGO!

“(28) Kto łamie zakon Mojżesza, ponosi śmierć bez miłosierdzia na podstawie zeznania dwóch albo trzech świadków; (29) o ileż sroższej kary, sądzicie, godzien będzie ten, kto Syna Bożego podeptał i zbezcześcił krew przymierza, przez którą został uświęcony, i znieważył Ducha łaski! (30) Znamy przecież tego, który powiedział: Pomsta do mnie należy, Ja odpłacę; oraz: Pan sądzić będzie lud swój. (31) Straszna to rzecz wpaść w ręce Boga żywego.” (Hebr. 10)

Zgadzam się, póki grzesznik żyje ma szansę nawrócenia się do Boga, jeśli jeszcze jego serce nie jest do końca zatwardzone. Sumienie oskarża grzesznika. Może on narodzić się na nowo z Ducha Świętego, jeśli tylko przyjmie ofiarę Jezusa Chrystusa i zaufa mu, jako Panu i Zbawicielowi. Krew Jezusa zmywa wszelkie grzechy, nawet te największe.

Jeśli Bóg pozwoli, za jakiś czas na mojej stronie kuzbawieniu.pl zamieszczę artykuł z egzegezą 1 rozdziału Listu do Rzymian w kontekście przede wszystkim homoseksualizmu. Nie ukrywam, że trochę inaczej widzę tę kwestię niż Kościół Rzymskokatolicki i jak to przedstawiacie na Waszej stronie. Inaczej mi to wychodzi po prostu z Pisma. Nie chcę jednak w nieskończoność pisać o tym tutaj w komentarzach, bo temat dość rozległy, ale bardzo ważny.

Rafał

ZAINTERESOWANY MOIM KORESPONDENTEM WYSŁAŁEM LIST:

Drogi Rafale,

Jak się zorientowałem jesteś baptystą. Nie wiem, czy Wasz pogląd na homoseksualizm znacząco różni się od katolickiego – głównym wektorem wskazówek duszpasterskich jest to, co napisał św. Paweł – koniec kropka. Mój blog nie ma na celu wprowadzać tu żadnych nowości (jak Kościół luterański Szwecji), bo – jak wierzymy – z Pismem Świętym się nie dyskutuje. Kościół katolicki jednak rozpatruje różne formy duszpasterstwa osób o tej skłonności, gdy pragną one żyć zgodnie z nauczaniem Ewangelii (polecam stronę http://chrzescijanin-homoseksualny.pl/ – z którą jestem częściowo związany; oraz książkę „Wyzywająca miłość”, która zawiera wywiady oraz dokumenty Kościoła katolickiego).

Ciekawi mnie jednak pogląd na duszpasterstwo osób o tych inklinacjach w Waszym zborze!

Swoimi spostrzeżeniami podzielił się ze mną na blogu pastor Paweł Bartosik – w zakładce „Polecane strony” jest rozmowa z nim.

Mam pytanie, czy, gdy ukaże się Twój tekst, będę go mógł zlinkować do mojej strony?

Pozdrawiam serdecznie!

Piotr

Witaj Piotrze!

Dzięki za maila. Tak na pewno będzie prościej wymienić się naszymi poglądami 🙂

Wszystko, co teraz napiszę, czy już napisałem i napiszę później oparte jest na tym zdaniu – BEZ PRAWDY NIE MA MIŁOŚCI. Proszę cię, abyś pamiętał o tym, zastanawiając się nad motywami mojego działania.


Baptystą już nie jestem. Po moim nowym narodzeniu w maju 2008 r., stałem się członkiem ciała Chrystusowego – Kościoła, złożonego z wszystkich ludzi prawdziwie wierzących. Pod koniec 2008 r. zostałem ochrzczony (wraz z żoną) w zborze baptystycznym w Białymstoku. I przez kilka lat byłem członkiem tego kościoła, najpierw pierwszego zboru w Białymstoku, potem drugiego. Niestety, przede wszystkim w wyniku zaangażowania moich pastorów i całego zboru w ruch ekumeniczny, musieliśmy wraz z żoną zbór opuścić. Nie idziemy bowiem na żadne kompromisy, dot. nauki Pisma Świętego. Więcej o tym znajdziesz w tym artykule:

http://www.kuzbawieniu.pl/artykuly/ostrzegamy/157-ekumenizm-duchowe-cudzolostwo

i artykułach powiązanych.


Zdanie Kościoła baptystów w tym temacie możesz poznać wpisując słowo homoseksualizm na głównej stronie kościoła
http://baptysci.pl/. Wyskoczy ci kilka artykułów w tym temacie. Jednak moje zdanie opiera się tutaj wyłącznie na Piśmie i nie musi być zgodne ze zdaniem jakiegokolwiek kościoła-organizacji. W społeczności domowej, w której teraz jestem, tylko Pismo Święte jest dla nas wyznacznikiem i źródłem prawdy. Nic ponadto.


Przeglądam od jakiegoś czasu strony, o których piszesz. Czytałem też wywiad z pastorem Bartosikiem.

To co już teraz mogę ci napisać: wg mojego zrozumienia Biblii i Boga – nie ma kogoś takiego jak chrześcijanin homoseksualista (choćby bierny), podobnie jak nie ma chrześcijan alkoholików (choćby trwających w trzeźwości).

To ludzie wymyślili sobie takie terminy, gdyż trwając ciągle w problemie grzechu, chcą jednocześnie podobać się Bogu, czy trwać w tej lub innej religii. Więc następuje tutaj reinterpretacja Biblii w taki sposób, aby te terminy mogły funkcjonować. Ale Bóg takich terminów nie wprowadził. To nie Jego dzieło

Na polecanej stronie czytam:

Sam Katechizm stwierdza, że osoby homoseksualne „nie wybierają” homoseksualizmu (dlatego hipoteza, iż osoby homoseksualne wybrały sobie homoseksualizm, jest w sprzeczności z Katechizmem)
oraz
Jeżeli skłonność homoseksualna nie jest wybrana w sposób wolny, nie pociąga za sobą żadnej odpowiedzialności osobistej.


No to ja jestem w sprzeczności z katechizmem… do czego przekonuje mnie m. in. 1 rozdział listu do Rzymian. Ale nie tylko. Paweł w swoim liście wyraźnie wskazuje źródło nie tylko czynów homoseksualnych, ale także znikczemnienia w swoich myślach, zaćmienia serca, stania się głupimi, zapałania żądzą ku sobie…


W Biblii wyraźnie widzę taki obraz, który w jednym zdaniu streścił Apostoł Paweł (List do Koryntian):
Tak więc, jeśli ktoś jest w Chrystusie, nowym jest stworzeniem; stare przeminęło, oto wszystko stało się nowe.


O tym wszystkim właśnie będzie mój artykuł. Spróbuję w nim na podstawie Pisma udowodnić, że nauka KRK w kwestii biernego homoseksualizmu i braku odpowiedzialności za to grzesznika, którą przedstawiacie też na swoich stronach, nie jest zgodna z Pismem.


Modlę się, abyś Piotrze uczciwie spojrzał wtedy w tekst, bez interpretacji z katechizmu, i zobaczył co tekst tak naprawdę mówi. Link do artykułu będziesz mógł podać, ale czy będziesz chciał ???
Tymczasem pozdrawiam cię serdecznie, odpiszę na każde pytanie, które się może pojawić z twojej strony,
Rafał

Rafale,

Rozumiem, ale co jeśli osoba o skłonnościach homoseksualnych nie jest mężołożnikiem? Są też alkoholicy bierni i chrześcijanie – jeśli wyszli z nałogu i już nie piją, czy ze względu na swoje nie-picie, ale chorobę, mają już nie być chrześcijanami?

Pozdrawiam!

Piotr

Piotrze!

Kilka podstawowych kwestii:

1) Skąd się biorą skłonności homoseksualne? Odpowiedz za pomocą Biblii. Nie badań „naukowych”, nie katechizmu KRK, a Biblii.

Czy są niezależne od woli człowieka? Czy Bóg stworzył człowieka o takich skłonnościach lub bez powodu go do tych skłonności popchnął? Jeśli tak, wówczas Bóg jest winny!

Ale moim zdaniem, tak mi wychodzi z Listu do Rzymian, skłonności homoseksualne (nie tylko czyny) są wynikiem odrzucenia Boga i oddania czci stworzeniu, a nie Stwórcy. Mnie przekonuje Pismo do takich wniosków, niezależnie od tego, co wymyśliła w tym temacie psychologia.

2) Skąd się wzięło pojęcie alkoholik? Czy z Biblii?

Znam wielu wierzących, narodzonych na nowo ludzi, którzy byli pijakami, i już nie są. Żadna z tych osób dziś nie mówi, że nadal jest pijakiem, tyle że biernym.

Nazywasz alkoholizm chorobą. Czy wiesz, kiedy taka interpretacja powstała?

Pojecie to wprowadzono w 1849 r., a na stałe weszło to do „nauki” dopiero w XX wieku. Wcześniej pijak to był pijak. I tyle. Dzisiaj pijak to człowiek chory, a nie grzesznik, wg wielu „naukowców”.
Jedna osoba z mojej rodziny jest pijakiem. Nigdy jej nie powiem, że jest chora. Zawsze sięga po pierwszy kieliszek z pełną świadomością tego, co robi. Nikt nie rodzi się pijakiem (alkoholikiem), zauważ. Człowiek w którymś momencie życia odrzuca jasne przykazania Boga w tym temacie – NIE UPIJAJCIE SIĘ – i się zaczyna grzech.


3) Chrześcijanin – kiedy człowiek się nim staje? Odpowiedz za pomocą Biblii. Jak rozumiesz to pojęcie?
Wiele, a nawet bardzo wiele rzeczy, z którymi się teraz stykamy i je przyjmujemy jako naukowe, zostało wprowadzonych przez psychologię. Psychologia jest narzędziem Szatana do wmówienia ludziom, że grzech już nie jest grzechem, a chorobą, słabością itp. Więcej o tym znajdziesz w tym artykule i linkach tam zamieszczonych
http://www.kuzbawieniu.pl/wyklady/psychologia-i-kocio

Czekam na odpowiedzi i liczę na dalszą rozmowę.

Pozdrawiam cię!

Rafał

Drogi Rafale,

Rozumiem Twoją argumentację, ale nie rozumiem zacietrzewienia odnośnie psychologii. W psychologii istnieją w prawdzie niebezpieczne teorie, ale takie są w każdej dziedzinie wiedzy: medycynie, religioznawstwie, socjologii, prawie… Psychologia bada po prostu zachowania człowieka i motywacje i dostarcza sugestii, jak sobie z nimi radzić. To, że z wiedzy psychologicznej korzystają ludzie złej woli… cóż, to zdarza się wszędzie i owszem sieje zamęt.

Rozumiem Twój ból związany z osobą z rodziny, ale pewna kobieta z mojej rodziny jest również alkoholiczką – i w dodatku od 12 lat bierną. Nie pije żadnych napojów wyskokowych. Pomogła jej terapia psychologiczna. Ona sama pochodziła z patologicznej rodziny. Ta sytuacja wpłynęła na jej kondycję.

Oczywiście diagnoza choroby (alkoholizmu), nie zwalania z odpowiedzialności moralnej, ale by człowieka „naprostować” nie wystarczy li tylko odniesienie się do sumienia religijnego – niektórzy tego wychowania w ogóle nie otrzymali – ale też potrzeba zaobserwowania mechanizmów, słabości i te uzdrowić, przez wprowadzenie w świat słabości, bolączek i zwichnięć świadomości i moralnego filtra. Co o tym sądzisz?

Wiem też, że terapia pomogła wielu mężczyznom i kobietom uporać się z inklinacjami homoseksualnymi. I dziś w ogóle ich nie mają. Polecam książkę Gerarda van den Aardwega „Walka o normalność” oraz Alana Medingera „Ku pełni męskości”.

Co do Twego pytania o chrześcijaństwo. Oczywiście, by stać się chrześcijaninem w pełni należy się ochrzcić. Czasem jednak dana osoba, chce przyjąć chrzest, ale koleje losu sprawiają, że umiera bądź ginie w wypadku w przededniu chrztu. Czy taka osoba jest potępiona, bo nie zdążyła na chrzest? Mój Kościół uczy, że w tym przypadku ważna jest intencja, by przyjąć chrześcijaństwo. Zarówno Kościół katolicki jak i prawosławny uczą, iż w tym wypadku ważne jest, by konający zdążył był w sercu swoim wyznać wiarę o Chrystusie, która padała z ust św. Piotra Apostoła: „Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga Żywego”. Ta wiara jest już ważnym krokiem ku pełni chrześcijaństwa.

Nie wiem, czy w satysfakcjonujący sposób odpowiedziałem na Twoje pytania. Więc dopytaj, jeśli masz ochotę. Liczę na dalszą korespondencję.

Pozdrawiam!

Piotr

Fajnie Piotrze, że odpisałeś. Już bałem się, że tego nie zrobisz

Zacznijmy od najważniejszego, w tym przypadku od końca. Co to znaczy być chrześcijaninem i kiedy człowiek się nim staje?

Słowo chrześcijanin w żadnym razie nie pochodzi od chrztu, a od Chrystusa. Jest to greckie słowo CHRISTIANOS (5546 w systemie Stronga) pochodzące od CHRISTOS (5547).

Słowo CHRZEST to greckie słowo BAPTISMA (nr 908) – co oznacza ZANURZENIE oraz BAPTIDZO (907) – co oznacza ZANURZYĆ/ZATOPIĆ.

Pochodzi ono bezpośrednio od słowa BAPTO (nr 911) – co oznacza ZANURZYĆ / ZANURZAĆ W FARBIE, FARBOWAĆ.

Przykład z Biblii:

(8) A Kryspus, przełożony synagogi, uwierzył w Pana wraz z całym swoim domem, także wielu z Koryntian, którzy słuchali, uwierzyło i przyjmowało chrzest (DAWAŁO SIĘ ZANURZYĆ)

5) jeden Pan, jedna wiara, jeden chrzest (JEDNO ZANURZENIE); (6) jeden Bóg i Ojciec wszystkich, który jest ponad wszystkimi, przez wszystkich i we wszystkich.

Dlaczego to takie ważne?

Po pierwsze – Biblia wskazuje nam na chrześcijanina jako na osobę, która wyznaje Jezusa Chrystusa, czyli ucznia Jezusa. A nie na kogoś, kto przyjął taki czy inny chrzest.

Po drugie – w Biblii jest mowa w kontekście chrztu wodnego wyłącznie o ZANURZENIU osoby w wodzie, nie o pokropieniu itp. Ponadto w Biblii nie znajdziesz ani jednego miejsca, które by mówiło o chrzcie (zanurzeniu) małych, nieświadomych dzieci, nie mówiąc już o ich kropieniu wodą. Chrzest przez pokropienie wodą dziecka został ustanowiony przez KRK nie na podstawie Pisma Świętego, lecz za wynikiem takiej decyzji przywódców (papieży/biskupów).

NARODZENIE NA NOWO

Piszesz Pawle sporo o naukach “twojego kościoła”. Zdecydowanie mniej piszesz o nauce Biblii. Przez 30 lat mojego życia KRK był także moim kościołem. Nie zapisałem się do niego dobrowolnie, lecz zostałem do niego włączony poprzez chrzest w wieku niemowlęcym. Przez 30 lat życia nie wiedziałem nic o nowym narodzeniu i słowach Jezusa wypowiedzianych do Nikodema w Ew. Jana:

Odpowiadając Jezus, rzekł mu: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się kto nie narodzi na nowo, nie może ujrzeć Królestwa Bożego. Rzekł mu Nikodem: Jakże się może człowiek narodzić, gdy jest stary? Czyż może powtórnie wejść do łona matki swojej i urodzić się? Odpowiedział Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się kto nie narodzi z wody i z Ducha, nie może wejść do Królestwa Bożego. Co się narodziło z ciała, ciałem jest, a co się narodziło z Ducha, duchem jest. Nie dziw się, że ci powiedziałem: Musicie się na nowo narodzić. (J 3:3-7)

Narodziłem się na nowo w maju 2008 r. Duch Święty zamieszkał wtedy w moim sercu. Jakież było moje zdumienie, gdy w naukach KRK przeczytałem, że narodzony na nowo już ponoć byłem – PODCZAS CHRZTU W WIEKU NIEMOWLĘCYM… Tak, nauka KRK odnosi ww. wersety z Ew. Jana do chrztu przez pokropienie dzieci… Nauka KRK w tym temacie jest tak zawiła, że czytamy np. to:

5. Na jakiej podstawie małe dziecko dostępuje w sakramencie chrztu usprawiedliwienia, skoro warunkiem dostąpienia tej łaski jest wiara?  W momencie chrztu małe dziecko wraz z łaską usprawiedliwienia otrzymuje także łaskę wiary i miłości Bożej. Ojciec i matka, rodzice chrzestni, a także inne osoby biorą odpowiedzialność za rozwój tych darów w przyszłym życiu dziecka. Jest to wielki obowiązek, bo jeśli dziecko utraci wiarę lub nie będzie się w życiu kierować miłością, utraci dar sprawiedliwości i nie osiągnie zbawienia. http://www.teologia.pl/m_k/zag06-1e.htm#5

KRK zdaje sobie sprawę, że małe dziecko nie może uwierzyć w Jezusa. Wie też, że w Piśmie nie ma chrztu dzieci. Mimo to wymyśla takie teorie, które nijak z Pisma nie wynikają.

Piszesz Pawle o wyznaniu Piotra – Ty jesteś Chrystus, Syn Boga żywego. Jednak trzymając się nauki KRK to wyznanie uważasz jedynie za krok ku pełni chrześcijaństwa. Jednak Apostoł Paweł powiedział wyraźnie, wyraźniej się nie da:

Albowiem łaską zbawieni jesteście przez wiarę, i to nie z was: Boży to dar; nie z uczynków, aby się kto nie chlubił. Efez. 2:8-9

Wg Pawła dzięki wierze jesteśmy zbawieni, a nie z uczynków. Biblia przedstawia nam wspaniały obraz USPRAWIEDLIWIENIA Z WIARY, NIEZALEŻNIE OD UCZYNKÓW.

Zaraz po moim nowym narodzeniu, gdy Bóg mi to pokazał, napisałem artykuł: Czy jesteś zbawiony? http://www.kuzbawieniu.pl/artykuly/wazne-pytania/70-czy-jestes-zbawiony

Główny problem polega na tym, że wg nauki KRK “Według św. Pawła wiara jest koniecznym warunkiem dostąpienia usprawiedliwienia.” Do czego dodać trzeba sakramenty i dobre uczynki. 

Natomiast wg Pisma wiara jest WYSTARCZAJĄCA do zbawienia. Nie trzeba do niej nic dodawać, gdyż do ofiary Chrystusa nie można nic dodać.

Wiedząc wszakże, że człowiek zostaje usprawiedliwiony nie z uczynków zakonu, a tylko przez wiarę w Chrystusa Jezusa, i myśmy w Chrystusa Jezusa uwierzyli, abyśmy zostali usprawiedliwieni z wiary w Chrystusa, a nie z uczynków zakonu, ponieważ z uczynków zakonu nie będzie usprawiedliwiony żaden człowiek. Gal. 2:16  

Oczywiście, mowa tu o prawdziwej żywej wierze, która rodzi dobre owoce / dobre uczynki w życiu dziecka Bożego, a nie o wierze martwej, którą mają i demony (zob. list Jakuba)

Polecam w tym miejscu książkę Ewangelia wg Rzymu. Lepszej pozycji konfrontującej główne nauki KRK z Pismem nie znam.

http://www.kuzbawieniu.pl/artykuly/zachecamy-do/166-ewangelia-wedug-rzymu

A wracając do początku. Na psychologię “jestem cięty” od czasu, gdy ją poznałem i porównałem z Pismem. Wiesz mam nadzieję, od czego pochodzi słowo psychologia? Od greckiego PSYCHE (DUSZA) i Logos (Słowo). Psychologia jest najkrócej mówiąc NAUKĄ O DUSZY. Nie jest to “nauka” mierzalna, jak medycyna czy prawo, gdyż dotyczy czegoś niemierzalnego – DUSZY człowieka. A tu ekspertem jest Bóg. Czyż nie???

Niestety, we wszelkich kościołach, w tym także wielu ewangelicznych, psychologia zagościła się na dobre. W moim byłym zborze baptystycznym weszła ze swoimi mądrościami przez pastora, który skończył studia psychologiczne. I zaczął przemycać te mądrości w nauczaniu… Jedną z fałszywek psychologii jest usprawiedliwianie grzesznika z jego grzechów, zmieniając je na słabości czy chorobę, o czym już pisałem. Nie wszystko w psychologii jest bardzo złe. Jest np. psychologia obserwacyjna, czy tym podobne rodzaje. Ale ja mówię tu o psychologii i psychoterapii leczących ludzi, wchodzących w kompetencje samego Boga i zastępujących Boga.

Kamieniem milowym w poznaniu psychologii była w moim przypadku polecana już tobie książka będącego już u Pana Dave’a Hunta i T.A. McMahona „Psychologia i Kościół” http://www.tiqva.pl/ksiki/202-psychologia-i-kosciol-ksiazka. Przeczytaj choćby kilka artykułów z niej, nie ma sensu, żebym ci pisał wszystkie argumenty przeciwko psychologii, które tam są podane na talerzu. Obejrzyj też godzinne streszczenie zawarte w wykładzie:

http://www.tiqva.pl/multimedia/203-psychologia-i-kocio-wideo

Mi też argumentowano, że psychologię można używać dobrze i źle. Ale moim zdaniem nie można używać dobrze czegoś, co pochodzi z trującego źródła.

Co do osób z naszych rodzin, mających problemy z alkoholem. W mojej rodzinie tej osobie ręce się nie trzęsą, nie musi mieć ona podanej jakiejkolwiek dawki alkoholu dziennie, żeby przeżyć. Nie ma delirek alkoholowych. Na odtrucie nie musimy jej wysyłać. Po prostu ta osoba jest PIJAKIEM, będącym w tym GRZECHU od wielu, wielu lat. I nie chce za nic z nim zerwać. Nie zna on Boga i nie chce Go poznać. Leczy gdy się narodzi na nowo, przestanie trwać w grzechu – przestanie pić.

Co do tej pani, o której piszesz: jest ona jednym z wielu przykładów „sukcesu” terapii antyalkoholowej. Być może jest po terapii AA lub czymś podobnym. I co te terapie dają? Czy dają CAŁKOWITE UWOLNIENIE od pijaństwa? Nie, wmawia się ludziom, że całe życie pozostaną alkoholikami. TO właśnie wymyśliła psychologia. Bóg w Słowie Bożym nie dokonał takiego rozróżnienia. Mowa jest tylko w pijaństwie i pijakach, nie ma żadnej wzmianki o biernych alkoholikach.

A propos, AA – to 12 kroków do piekła, a nie żadne wyzwolenie. Przeczytaj – http://www.tiqva.pl/o-psychologii/160-12-krokow-do-pieka

Przeczytaj też inne artykuły ostrzegające przed psychologią:

http://www.tiqva.pl/tymoteusz/o-psychologii. Zachęcam.

Piszesz, co następuje:

Oczywiście diagnoza choroby (alkoholizmu), nie zwalania z odpowiedzialności moralnej, ale by człowieka „naprostować” nie wystarczy li tylko odniesienie się do sumienia religijnego – niektórzy tego wychowania w ogóle nie otrzymali – ale też potrzeba zaobserwowania mechanizmów, słabości i te uzdrowić, przez wprowadzenie w świat słabości, bolączek i zwichnięć świadomości i moralnego filtra. Co o tym sądzisz?

No już chyba się domyślasz, co o tym sądzę. Typowa psychologia. A ja na to: (19) Przeto opamiętajcie i nawróćcie się, aby były zgładzone grzechy wasze,

Tak, masz rację, też czytałem, że są techniki psychoterapeutyczne, dzięki którym niektórzy homoseksualiści stali się hetero. Ale przecież ostatecznie nie w tym jednym jest problem. Czy bowiem będąc hetero, czy homo, ale człowiekiem bez prawdziwej wiary w Jezusa, bez przebaczonych grzechów, wszystkich grzechów, końcem i jednych i drugich jest PIEKŁO.

Moim celem w twoim przypadku Piotrze nie jest doprowadzenie do sytuacji, w której powiesz – JESTEM HETERO. Moim celem jest zwrócenie twojej uwagi na przyczyny twoich skłonności. A jest to grzech. Żyjesz w przeświadczeniu, że znasz Boga, bo praktykujesz religię katolicką i starasz się zgodnie z nią żyć, co piszesz na swojej stronie. Ale właśnie sam fakt, że nie dostrzegasz fałszywości nauk KRK świadczy o tym, że nigdy nie porównałeś tych nauk z Pismem, i że nie narodziłeś się na nowo z Ducha Świętego. Chrzest w wieku niemowlęcym nic ci do zbawienia nie pomoże. Zachęcam do osobistej lektury Biblii. Bardzo dobre pytania i odpowiedzi znajdziesz też na tej stronce http://www.gotquestions.org/Polski/katolik-pytania.html

Patrzę właśnie, że się mocno rozpisałem. Mam nadzieję, że nie ZA MOCNO. Proszę cię, przeczytaj z rozwagą powyższe + linki. Wiem, może to być szokiem dla ciebie, że ktokolwiek podważa twoje chrześcijaństwo. Ale co, jeśli faktycznie chrześcijaninem musisz się dopiero stać? Ja też byłem w szoku, gdy słyszałem po raz pierwszy ewangelię. Docierało to do mnie potem przez całe 2 lata. Byłem dość oporny na DOBRĄ NOWINĘ.  Ale w końcu otworzyłem swoje serce dla Jezusa, przyznałem się do wszystkich grzechów i zaakceptowałem fakt, że zasłużyć to ja sobie mogę, ale wyłącznie na piekło. Z radością więc przyjąłem ofiarę Jezusa Chrystusa. Z radością stałem się Bożym dzieckiem. Bóg jest moim Ojcem Świętym. Nie papież, a żywy Bóg.

Będę się modlił, aby Pan otworzył też twoje oczy i serce.

Rafał

[następuje wymiana kilku krótkich maili, które pomijam]

Drogi Rafale,

Dziękuję za zaproszenie. A tymczasem mam przed sobą wiele Twoich lektur, ale na razie pokrótce chce odnieść się do załączonego przez Ciebie filmu.

Nie rozumiem zacietrzewienia jego twórców na punkcie Freuda, który, owszem, był ciekawy, ale szybko się zdezaktualizował. Wytknięto jego liczne błędy – w tym przeakcentowanie popędu seksualnego, jako najważniejszego czynnika w życiu ludzi. Było to wierutne kłamstwo – jak zauważyli już jego współcześni (Jung i Adler chociażby oddalili się od niego). Toteż – choć do końca swych dni uważany za intrygującego osobnika, Freud został odrzucony, a jedyne co po nim dziś zostało to koncepcja podświadomości i ciekawe teorie (ciekawe… i nic poza tym). Nie była to z skądinąd koncepcja (koncepcja podświadomości) nowa. Już od tysiącleci mówiło się o nie-świadomości i mimowolności. Freud był natomiast – i to nienaukowe z jego strony – IDEOLOGIEM i to przekreśla go jako psychologa i naukowca. Naukowiec bowiem analizuje fakty, a nie podaje remedia na wszystkie problemy świata konstruując jakiś program naprawy ludzi, żaden poważny naukowiec nie powiedziałby, że zna rozwiązanie wszystkich ludzkich problemów i ich przyczynę. Poza tym, i to słuszna uwaga twórców programu, był to wojujący ateista, który chciał zdyskredytować wiarę. A to już nie naukowe podejście, ale ideologiczne, a ideologia nie ma czego szukać w psychologii.

Film przez Ciebie załączony przeoczył jeden istotny fakt. Celem terapii nie jest samolubność szukanie problemów, ale wsparcie świadomości, który to proces ma na celu pomoc pacjentowi w docenieniu takich wartości jak: takt, opanowanie i – co podkreśla chociażby Melody Beattie – przebaczenie. Owszem, to wartości chrześcijańskie, ale jeśli ktoś je wyplenia z psychoterapii, jest ideologiem, a nie terapeutą. Są to bowiem umiejętności uniwersalnie postrzegane jako zdrowe, których oczekuje od siebie każdy dojrzały człowiek (i których od dojrzałych ludzi się spodziewamy). O tym, że nawet poza chrześcijaństwem ludzie potrafią odkryć te same wartości (niech to będzie w procesie terapeutycznym), który my – dzięki Ewangelii – znamy jako godne wsparcia, zaświadcza już Biblia (Rz 2,12-15).

W filmie pojawiają się słuszne słowa o niezliczonej liczbie szkół, które niczego tak naprawdę nie dały ludzkości, a tylko powierzchownie leczyły ich zranienia. Do podobnego wniosku doszła zresztą wspomniana Melody Beattie (czy chociażby nielubiany w środowisku LGBT Gerard van den Aardweg). Wspominam Melody Beattie, autorkę książki dla dorosłych dzieci alkoholików, która to autorka – choć nie potępia i pozytywnie mówi o programie 12 kroków oraz o wsparciu psychoterapii – wyraźnie mówi w swej książce Współuzależnienie. Przewodnik dla nowego pokolenia o ZDROWYM ROZSĄDKU jako wektorze naszych życiowych wyborów i słusznym programie samo-wychowania. Podkreśla wartość przebaczenia, dojrzewania, opanowania, wytyczania samemu sobie i innym zdrowych granic, umiejętności roztropnego dawania (versus wylewności – która jest jej patologiczną formą), wdzięczności (versus chciwość/obrażalstwo)… odniosłem też wrażenie, że autorka traktuje z dystansem różne szkoły psychoterapii – choć pisze o nich ciepło. A zatem książkę tę polecam.

Paneliści” programu ukazują propagowaną w psychoterapii miłość siebie, jako coś zgoła niechrześcijańskiego. Zgoda: samolubność, za którą optują niektórzy terapeuci, jest czymś złym i zgubnym. Zdrowy człowiek potrafi wyjść poza kokon swoich trosk i własne przyjemności i prawdziwą radość czerpie z dawania. Tę umiejętność osiąga się przez uzmysłowienie sobie tej wartości jaką jest zwykła troska o samego siebie sugerowana już w nakazie miłowania bliźniego jak samego siebie. Człowiek, który bardzo sobą pogardza, nie okaże miłości autentycznej. Jego gesty i uczucia będą chaotyczne, wylewne, nierozważne – szkodliwe dla niego samego. O trosce dla samego siebie, czyli o miłości dla własnej duszy pisze św. Paweł wzywając chrześcijan: „zabiegajcie o własne zbawienie z bojaźnią i drżeniem” (Flp 2,12). Jeśli nie zatroszczymy się o siebie, stajemy się podatni an zgubne wpływy świata. Ta troska wymaga czasami zrezygnowania z nadmiernej życzliwości wobec innych – gdy wiemy, ze zażyłość z nimi oznacza dla nas moralną i/lub duchową zgubę.

W filmie niektóre rzeczy mnie dziwią. Choć szczerze rozbawiła mnie i zaniepokoiła względność decyzji psychologów i psychiatrów o tym co jest a co nie jest chorobą (słynna klasyfikacja DSM), zdziwiła mnie uwaga (zaniepokojenie), że homoseksualizm uznany za chorobę został z niej wykreślony. Zabrzmiało to trochę tak, jakby twórcy programu zaniepokoili się o to, co jest klasyfikacją chorób według DSM.

A równocześnie z korespondencji z Tobą wnoszę, że sam nie traktujesz homoseksualizmu jako choroby, ale jako następstwo złych wyborów w życiu – wyboru bałwochwalstwa. Czy naprawdę jesteś o tym przekonany? Czy młodzieniec lub dziewczyna, którzy odkrywają w sobie te skłonności, odkrywają je dlatego, że wcześniej oddał/a się idolatrii?

Nasuwa się kolejne pytanie: skoro nie ma „mental disorder”, to czym jest schizofrenia? Nieśmiałością i nadpobudliwością?

Widzę twoje kwestionowanie psychoterapii jako słuszne, ale nie rozumiem zacietrzewienia na punkcie psychologii. Nie wdawajmy się w dywagacje na temat nazewnictwa. Lepiej nazwa „psychologia”, niż bardziej trafna, a trudniejsza do wymówienia „behawiorologia”, która to nazwa mogłaby być bardziej pożądana. „Miłość wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję” – nawet jeśli psychologia powstała w złych intencjach jej twórców, to nie ma ich już między nami, a jako chrześcijanie możemy wejrzeć w informacje, które pozwoliła uzyskać i prześwietlić je prawdą, która i tak z badań psychologicznych wychodzi – chyba, że ktoś znów ma złe intencje i próbuje coś zideologizować.

Posługujemy się przecież YouTubem, który cele miał niezbyt zbożne na początku, to czemu nie psychologią i jej pojęciami?

Pozdrawiam!

Piotr

Drogi Piotrze!

Dzięki za odpowiedź, tzn. pierwszą część, jak rozumiem. Odniosę się do niej pokrótce.

Jak już zapewne zauważyłeś, w kwestii wiary, duszy, umysłu człowieka (nie mózgu!) uznaję tylko jeden autorytet, Boga i Jego Słowo – Pismo Święte. Tak jak słusznie zauważyłeś, psychologia rozwijała się na przestrzeni wielu, wielu lat. Nie analizowałem życia i twórczości wszystkich osób zajmujących się tą dziedziną. I nie będę tego robił. Zwracam uwagę jednak na wszystkich “naukowców”, którzy zajmowali się/zajmują się badaniem umysłu, zachowania człowieka, analizą jego duszy. Czyli skupiają się na tym, co niematerialne i niemierzalne.

I tu mamy podział, na tych, którzy w ww. kwestiach uznają za eksperta Boga, jako Stwórcę człowieka, oraz na tych, którzy Boga odrzucają i sami próbują być ekspertami w tych kwestiach.

No i ostatnio jest wysyp takich, którzy z jednej strony Boga uznają i nie odrzucają jego Słowa, ale z drugiej strony uznają je za niepełne i niewystarczające w kwestii ludzkiego zachowania, ludzkiego umysłu i duszy. Korzystają oni z “odkryć” psychologicznych i próbują wpasowywać to do Biblii. I tak powstała” “Psychologia chrześcijańska”, twierdząca m. in. takie brednie:

Nie dziwmy się, że psychologia chrześcijańska staje się coraz bardziej pożądana i skuteczna, skoro samym jej Twórcą i źródłem jest Bóg.” (źródło)

Podam teraz takie porównanie. Wysłałeś do mnie dwa maile. Jeden, jak sam zauważyłeś jest zamazany i nieczytelny. Tzn. widać w nim pewne zdania i wyrazy, ale byłoby niezwykle trudno odczytać sens z tego maila i wybrać tylko to, dobre. Więc wysłałeś mi drugiego maila, z załącznikiem, gdzie bez problemu mogłem odczytać wszystko, co chciałeś mi przekazać.

Podobnie jest z psychologią i Biblią. W psychologii znajdziemy rzeczy zgodne z Pismem, znajdziemy też rzeczy bluźniercze i przeczące Pismu. Wszystko stanowi jedną, zmieniającą się NIEUSTANNIE papkę. Z drugiej strony mamy Biblię, która zawiera wszystko, co chciał przekazać człowiekowi Bóg-Stwórca, w kwestiach niemierzalnych – duszy i umysłu. Co wybrać?

Ja dokonałem wyboru. Zajmuję się wyłącznie Biblią i analizą Słowa Bożego, i nie muszę czytać tysiąca innych książek i wybierać, co dobre a co złe. Mam wszystko w Piśmie. Mam 100% pewności, że jest to zdrowe i dobre źródło. Szkoda mojego czasu na babranie się w źródłach brudnych i gorzkich.

Dzisiaj wielu odrzuca Freuda, wytykając mu liczne błędy. Ale skąd masz pewność, że dzisiejsi psychologowie wymyślający coraz to nowe teorie, błędów nie popełniają? Których przyjąć i słuchać, a których odrzucić?

Ci “naukowcy” raz uznają homoseksualizm za chorobę, by za kilka lat uznawać za orientację seksualną. W najnowszym katalogu chorób już nie ma pedofilii, a jest zaburzenie pedofilskie. A nawet ci pseudonaukowcy wpisali już pedofilię jako orientację seksualną, z czego musieli się gęsto tłumaczyć!!! Póki co wycofali się, ale próba przemycenia pedofilii jako orientacji już została podjęta.

http://www.bibula.com/?p=70895

http://www.psychologia.net.pl/serwis.php?level=1277

Ja wyraźnie widzę, że lobby pedofilskie dąży do akceptacji biernej pedofilii jako czegoś normalnego, niekaralnego. Tak samo było w latach 70 z homoseksualizmem. Nie widzisz tego???

W przeciwieństwie do tych zmiennych ustaleń ludzkich, Pismo Święte jest niezmienne. I to jest wspaniałe. Tam homoseksualizm jest grzechem i na zawsze pozostanie.

Podam jeszcze jeden przykładów „sukcesów” psychologów. Jak wiesz w Polsce, podobnie jak w innych krajach, zabroniono karcenia swoich dzieci, choćby klapsem, podczas gdy Bóg w Biblii nazywa karcenie dzieci, nawet rózgą, miłością do nich.

Przykładów jest o wiele więcej i będzie coraz gorzej. Już od przedszkola… Napisałem o tym na mojej stronce.

http://www.kuzbawieniu.pl/artykuly/ostrzegamy/190-robie-to-co-chce-rownosciowe-przedszkole

Piszesz, że ideologia nie ma czego szukać w psychologii. Nie rozumiem takiego podejścia. Jeśli uznajesz, że Bóg jest stwórcą świata i człowieka, to jak możesz powiedzieć, że psychologia (nauka o duszy) ma być wolna od ideologii??? Ja powiem inaczej. Ani psychologia, ani medycyna czy biologia, nie są wolne od ideologii i każdy, kto się zajmuje tymi dziedzinami wyznaje jakąś ideologię i ją wprowadza w te dziedziny. Jedni będą wprowadzać EWOLUCJĘ, inni KREACJONIZM, itd.

RZYMIAN 2:12-15

Oczywiście, że każdy człowiek ma sumienie, które dał mu Bóg. Dzięki temu i my, nie Żydzi, możemy rozpoznawać co dobre, a co złe. Żydzi oprócz sumienia mieli również zakon. My poganie mamy dzisiaj spisaną naukę Jezusa i apostołów, co nam ułatwia osąd każdej duchowej sprawy. A jeśli otrzymaliśmy także Ducha Świętego, wówczas mamy pełne i właściwe rozeznanie.

Problem z psychologią polega na tym, że weszła ona w kompetencje Biblii i namnożyła na przestrzeni setek lat teorii, które nie tylko dodają do Pisma, ale są z Pismem w sprzeczności.

Podajesz, Piotrze, przykład YouTube, że się nim posługujemy. Ale czy Biblia mówi COKOLWIEK o środkach przekazu wideo, jakie mamy w naszych czasach? Czy Pismo się zajmuje takimi kwestiami? Nie. YouTube możemy używać w dobrych, jak też niestety w złych celach. Natomiast o duszy człowieka i jego zachowaniach Biblia mówi wszystko. Jest jak niezmierzony ocean mądrości w tym temacie. Mi całego życia nie starczy, aby zbadać ten ocean, wiec po co mam szukać gdzie indziej? Czy ty Piotrze wiesz już wszystko z Pisma na temat zachowań człowieka?

MIŁUJ BLIŹNIEGO SWEGO JAK SIEBIE SAMEGO.

No to ja znów do Pisma. Dlaczego Pan Jezus powiedział te słowa? Czy znajdziesz w Biblii jakikolwiek werset mówiący: POKOCHAJ SIEBIE? Nie. Bóg doskonale wie, że miłość do siebie każdy człowiek po prostu ma i nie musi się jej uczyć. Dlatego mamy kochać bliźniego jak siebie samego. To wystarczy, żeby być ok w stosunku do bliźniego, jeśli będziemy go kochać tak jak siebie. Ap. Paweł powiedział dobitnie:

(29) Albowiem nikt nigdy ciała swego nie miał w nienawiści, ale je żywi i pielęgnuje, jak i Chrystus Kościół, (30) gdyż członkami ciała jego jesteśmy.

Potrzeba pokochania siebie jest diabelskim kłamstwem, kłamstwem psychologii, kłamstwem stojącym w sprzeczności z Pismem.

Filipian 2:12 musisz rozpatrzeć w kontekście. Ten werset nie mówi o miłości do siebie, ale o posłuszeństwie Bogu. O miłości do Boga! nie do siebie…

(12) Przeto, umiłowani moi, jak zawsze, nie tylko w mojej obecności, ale jeszcze bardziej teraz pod moją nieobecność byliście posłuszni; z bojaźnią i ze drżeniem zbawienie swoje sprawujcie. (13) Albowiem Bóg to według upodobania sprawia w was i chcenie i wykonanie. (14) Czyńcie wszystko bez szemrania i powątpiewania, (15) abyście się stali nienagannymi i szczerymi dziećmi Bożymi bez skazy pośród rodu złego i przewrotnego, w którym świecicie jak światła na świecie, (16) zachowując słowa żywota ku chlubie mojej na dzień Chrystusowy, na dowód, że nie na próżno biegałem i nie na próżno się trudziłem.

 

W pewnym sensie masz tu rację, jeśli nie zatroszczymy się o siebie – swoje posłuszeństwo wobec Boga, nie będziemy w porządku wobec bliźnich.

 

Autorzy tacy jak Dave Hunt (już jest z Panem), czy McMahon, czy Bobganowie, zęby swoje zjedli na psychologii, rozpatrując ją w kontekście Biblii. Martwią się o klasyfikację chorób, bo wiedzą, jakie szkody to przynosi ludziom. i tyle.

 

Są też dzięki Bogu kolejni ludzie, którzy dostrzegają zło w psychologii i terapiach. Przykładem Richard Ganz i jego książka “Psychopaplanina”

http://books.google.pl/books?id=BqaSBfuGAjIC&pg=PA126&lpg=PA126&dq=psychopaplanina&source=bl&ots=HW3Nlh2Drl&sig=gKpmspK6snLGlwANgYaog6jWAIE&hl=pl&sa=X&ei=r7SDUoXnOaa60QW_vYDoDQ&ved=0CFUQ6AEwCA#v=onepage&q&f=false

Nie ze wszystkim się zgadzam z Ganzem, ale jest na dobrej drodze

 

SCHIZOFRENIA

Nikt nie wie dokładnie, czym jest spowodowana. Ja też nie wiem. Ale jeśli to umysł choruje, wówczas podawanie jakichkolwiek leków nie ma sensu, bo one działają na mózg i układ nerwowy, a nie na umysł! A jednak podaje się leki na schizofrenię, czyli szybciej coś nie tak jest z mózgiem, i to powoduje nieprawidłowe myślenie czy zwidy.

Piotrze. O psychologię można się spierać całe życie. Ale nie o to chodzi. Nie chodzi o to, żeby wiedzieć co psychologia mówi o homoseksualizmie, ale o to, co o nim mówi Bóg. A tu rządzi Pismo.

Pozdrawiam

Rafał

Rafale,

Doskonale Cię rozumiem, ale powiedz proszę co powiesz, o sytuacji, gdy ktoś jest homoseksualistą, ale nie jest mężołożnkiem, nie realizuje swojej homoseksualności w akcie seksualnym jako takim?

I drugie pytanie:

Czy w kontekście diagnozy św. Pawła, każdy homoseksualista musiał kiedyś oddać się z własnej woli jakiejś bezbożnej czynności, że się nim stał – a jeśli ktoś rozbuchał w nim takie uczucia (w skutek gwałtu lub uwiedzenia)?

Piotr

Piotrze!

W jaki sposób ta osoba, a może zapytam wprost, jak ty realizujesz swoją homoseksualność? Rozumiem, że nie ma mowy tutaj o seksie. Ale czy miewasz nikczemne myśli? Czy miewasz niezdrowe, sromotne homoseksualne namiętności? Czy pałasz żądzą do innych mężczyzn? Jeśli tak, to w rozumieniu listu do Rzymian jesteś kimś, kto odrzucił Boga, nie oddał mu należnej chwały, i spadły na ciebie konsekwencje twoich własnych wyborów. To, że teraz nie uprawiasz seksu z drugim mężczyzną nie oznacza, że tego już nie zrobiłeś przynajmniej raz, lub że nie zrobisz tego w przyszłości, pomimo próby samozaparcia w tej kwestii i próby życia zgodnego z nauką KRK. No i pamiętaj, że w oczach Boga nie sam seks jest cudzołóstwem, ale również patrzenie na drugą osobę z pożądaniem, to też jest cudzołóstwo. Mieszkasz sam, czy z innym mężczyzną?


W kontekście diagnozy Pawła, przyczyną znikczemnienia w myślach i oddania się potem czynom homoseksualnym jest nie oddanie chwały Bogu, a odrzucenie Go na rzecz stworzenia. „Rozbuchanie” w kimś uczuć homoseksualnych w wyniku gwałtu czy uwiedzenia jest koncepcją psychologiczną. A te koncepcje zmieniają się co chwilę. W świetle Pisma homoseksualizm, skłonności i czyny są wyborem człowieka, przed którym Bóg człowieka nie zatrzymuje, gdyż wywiera w ten sposób swój gniew, za nie uznanie go jako Boga.


Piotrze, zadam ci jeszcze kilka pytań. Jakie masz zdanie na temat kultu Maryjnego, świętych obrazów (np. Jezusa miłosiernego, czy tego w Częstochowie?). Jaki masz zdanie na temat czczenia Jezusa ukrytego ponoć w opłatku i zamieszkującego ponoć w świątyniach katolickich? Czy czcisz papieża, który jest zdaniem KRK Ojcem Świętym na ziemi i zastępcą Chrystusa?
Musisz się zastanowić, czy nie zamieniłeś kiedyś chwały nieśmiertelnego Boga, na chwałę (obrazy) śmiertelnego człowieka. Stań w szczerości przed Bogiem i Go o to zapytaj. Jeśli zrobisz to szczerze, uzyskasz odpowiedź.


Pozdrawiam
Rafał

PS: Przeczytałem twój wpis z przyrównaniem homoseksualistów do trędowatych. Wpis niezbyt trafny w świetle twoich przekonań, że homoseksualizm nie jest chorobą i nie jest karą za grzech. Trąd był i jest bowiem chorobą, był tez zsyłany przez Boga za grzech. Można trochę to przyrównać w sensie odtrącenia, ale przecież homoseksualista, jak każdy grzesznik może przyjść do Boga po ratunek, po przebaczenie grzechów i życie wieczne. Wierzę, że Bóg po nawróceniu daje człowiekowi całkowitą wolność od homoseksualizmu, podobnie jak od pijaństwa. Ale jest jeden warunek, żeby przyjść z tym do Jezusa, trzeba uznać swoją grzeszność, a nie szukać usprawiedliwienia… Życzę ci jak najlepiej w tym wszystkim.

Drogi Rafale,

Nie wiem czy to, co czynię można nazwać realizacją homoseksualności. Nie zarzekam się, że nie upadnę. Pismo wyraźnie zakazuje przyrzekać na swoją głowę „bo włosów na niej nie możemy zliczyć”. Cieszę się, że Bóg pozwala mi wytrwać w dobrym. Czy miewam nikczemne myśli?… A Ty? Odpowiedz wprost?! Czy miewasz jakiekolwiek grzeszne myśli? Jeśli nawet mimowolnie się mi zdarzają, staram się je odrzucać. One – bo wynikają ze słabości – powracają, ale nie są motorem mojego działania. Ciebie jednak o wsparcie nie proszę, bo – wybacz szczerość – jesteś tylko istotą ludzką. Miałem wiele sytuacji z mężczyznami, ale – wybacz – przed Bogiem, nie przed Tobą będę się spowiadał. Od Niego, nie od Ciebie oczekuję sprawiedliwości i wsparcia. Teraz wiem, że wszystko jest dobrze i ufam, że Bóg sprawi i wspomoże, że będzie tak zawsze. Ty ile wytrwałeś bez grzechu? Dwadzieścia lat? Trzydzieści lat? Pięćdziesiąt lat? Jeśli tak – to króciutko. Wytrwaj Trzysta lat! Wtedy pogadamy. Czy ciesząc się z odejścia od swojego największego grzechu w pysze wspaniałomyślności nie popadasz w kolejny – na przykład tylko pychę? I pytasz czy zdarza mi się zgrzeszyć myślą, złym słowem, złością…? A Tobie? Jeśli w ogóle nie zdarza Ci się nie zgrzeszyć, jesteś zatem zupełnie święty, więc powinienem słusznie oddać Ci pokłon. Czcić Cię i do Ciebie się uciekać, bo jesteś człowiekiem świętym. Tak jednak czyniąc zgrzeszę najbardziej: Jest bowiem napisane: Ty będziesz składał hołdy Panu, Bogu twemu, i tylko Jemu będziesz cześć oddawał (Mt 4,10).

Jak wytłumaczysz genezę homoseksualizmu, gdy towarzyszyła człowiekowi cały czas, od kiedy obudziły się w nim pragnienia bliskości z drugim człowiekiem? Jeśli upraszczasz sprawę, że to tylko w wyniku bałwochwalstwa – przeczysz sam sobie: bowiem upraszczasz sprawę jak lobbyści LGBT (hormony) i piewcy psychologicznej genezy (gwałt, uwiedzenie). A co w sytuacji, gdy ktoś został uwiedziony lub zgwałcony? Pominąć to?! I czy, jeśli nachodzi mnie grzeszna myśl, przez sam fakt najścia mnie myśli mam mieć poczucie, że grzeszę, bo poczułem?

Zadajesz inne szczegółowe pytania – oto moje odpowiedzi:

Jakie masz zdanie na temat kultu Maryjnego, świętych obrazów (np. Jezusa miłosiernego, czy tego w Częstochowie?).

Kościół katolicki wyraźnie głosi: OBRAZY NIE SĄ ŚWIĘTE. Mamy podobizny świętych, ale nie czcimy obrazów. Czcimy Boga i czynimy to także przez respekt dla osób jemu wiernych – zgodnie ze słowami Jakuba Apostoła Oto jako błogosławionych czcimy tych, którzy wytrwali.

Jakie masz zdanie na temat czczenia Jezusa ukrytego ponoć w opłatku i zamieszkującego ponoć w świątyniach katolickich?

Pan Jezus wyraźnie powiedział, że spożywany na Łamaniu Chleba chleb i wino są Jego Ciałem i Krwią. Przeczytaj uważnie Jana 6. Żaden tekst Biblii nie jest tak dosadny. Nie czcimy żadnego Jezusa w opłatku. Czcimy samego Pana Jezusa, a nie opłatek.

Czy czcisz papieża, który jest zdaniem KRK Ojcem Świętym na ziemi i zastępcą Chrystusa?

Nie wolno nam czcić żadnego człowieka. Jak i Ty i Wasi pastorzy, i wszyscy biskupi, biskup Rzymu jest tylko człowiekiem. Jest grzesznikiem. Ale jemu powierzono straż Ewangelii i świętej wiary chrześcijańskiej.


Musisz się zastanowić, czy nie zamieniłeś kiedyś chwały nieśmiertelnego Boga, na chwałę (obrazy) śmiertelnego człowieka. Stań w szczerości przed Bogiem i Go o to zapytaj. Jeśli zrobisz to szczerze, uzyskasz odpowiedź.

Nie wiem czy jak Ty jestem święty i bezgrzeszny. Ale jedno jest pewne. Czczę tylko Boga, nie czczę obrazów ani ludzi – gdyż wiara katolicka wyraźnie tego mi zabrania.

Pozdrawiam!

Piotr

PS: Proszę, odpowiedz.

Witaj Piotrze!

Dzięki za odpowiedź. Znów się bałem, że nie odpiszesz. Postaram się odpowiedzieć na wszystko.

Najpierw muszę ci wytłumaczyć, kim jestem, bo najwyraźniej bierzesz mnie za kogoś, kim nie jestem.

Jestem GRZESZNIKIEM. Przez prawie 30 lat mojego życia grzeszyłem, ale miałem nadzieję, że do piekła nie trafię. Z tego powodu oprócz grzeszenia czyniłem również sporo dobrych uczynków, a także praktykowałem od czasu do czasu religię katolicką. Pokładałem nadzieję w sobie samym i w KRK, lecz nie w Bogu, którego nie znałem. Kiedy Bóg mi pokazał, że żyjąc tak dalej trafię do piekła, nie mogłem przez 2 lata się z tym pogodzić. Jednak Bóg cierpliwie przekonywał mnie przez Słowo Boże, że on już zapłacił za moje grzechy, bo posłał Jezusa Chrystusa, który wziął na siebie karę za moje wszystkie grzechy. Miałem wybór. Albo w to uwierzyć i przyjąć to, albo nie. Nie było łatwo, jednak dokonałem właściwego wyboru i Bóg widząc moje szczere serce zrodził mnie na nowo, dając Ducha Świętego, w maju 2008 r. Doświadczyłem przebaczenia grzechów i dostałem życie wieczne w darze. Jakże byłem wtedy szczęśliwy!!! I jestem do dzisiaj.

Fajnie by było, żebym wraz z moim duchowym nowym narodzeniem, dostał także nowe ciało, w którym bym już nie grzeszył. Jakże łatwo byłoby wtedy zastosować się do słów Bożych:

Świętymi bądźcie, bo Ja jestem święty. (1 Piotra 1:16)

oraz

(1) Dzieci moje, to wam piszę, abyście nie grzeszyli. (1 Jana 2:1)

Dzięki Bogu jednak wiedziałem, że póki jestem w tym ciele, grzech będzie chciał nadal panować nad moim życiem. Skąd to wiedziałem? Oczywiście z Pisma. W liście do Rzymian Paweł dokładnie wyjaśnia tę kwestię (opisałem to też w moim nowym artykule na stronie):

Czy Paweł nie grzeszył za życia, służąc Chrystusowi? Oczywiście że grzeszył. W liście do Rzymian w 7 rozdziale nam to tłumaczy: (19) albowiem nie czynię dobrego, które chcę, tylko złe, którego nie chcę, to czynię. (20) A jeśli czynię to, czego nie chcę, już nie ja to czynię, ale grzech, który mieszka we mnie. Paweł wiedział, że będąc w tym ciele, mieszka w nim grzech. Ale wiedział też, że jego ożywiony przez Jezusa wewnętrzny człowiek ma upodobanie w prawie: (22) bo według człowieka wewnętrznego mam upodobanie w zakonie Bożym. (23) A w członkach swoich dostrzegam inny zakon, który walczy przeciwko zakonowi, uznanemu przez mój rozum i bierze mnie w niewolę zakonu grzechu, który jest w członkach moich. I dalej zadaje retoryczne pytanie: (24) Nędzny ja człowiek! Któż mnie wybawi z tego ciała śmierci?  (25) Bogu niech będą dzięki przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego! Tak więc ja sam służę umysłem zakonowi Bożemu, ciałem zaś zakonowi grzechu.

Zatem odpowiadając na twoje pytania, które sprowadzają się do tego, czy nadal jestem grzesznikiem i czy grzeszę, odpowiadam prosto i wyraźnie, niestety TAK. Chyba nie ma dnia, żebym w jakiś sposób nie zgrzeszył. Piszesz o jakichś 20, 30, czy 300 latach trwania bez grzechu… W świetle Pisma nie jest to możliwe dla zwykłego człowieka. Oznaczałoby to bezgrzeszność, a jedynie Jezus będąc w ciele nie zgrzeszył nigdy. Także ja nie mam takich możliwości, aby tak długo nie grzeszyć w tym ciele.

Jednak nie chcę grzeszyć. Co zatem robię, gdy zgrzeszę? Stosuję zalecenie Jana:

A jeśliby kto zgrzeszył, mamy orędownika u Ojca, Jezusa Chrystusa, który jest sprawiedliwy. (1 Jana 1:1)

Gdy zgrzeszę nie tracę zbawienia, które jest z wiary, ale idę z tym to mojego orędownika u Ojca – Jezusa Chrystusa i wyznają mu moje grzechy. Jezus wstawia się za mną i dlatego mogę mieć stałą społeczność z Bogiem. Jeśli nie wyznaję grzechu, Bóg mnie karci, co jest wyrazem jego miłości i dowodem, że jestem jego dzieckiem:

(6) bo kogo Pan miłuje, tego karze, i chłoszcze każdego syna, którego przyjmuje. (7) Jeśli znosicie karanie, to Bóg obchodzi się z wami jak z synami; bo gdzie jest syn, którego by ojciec nie karał? (8) A jeśli jesteście bez karania, które jest udziałem wszystkich, tedy jesteście dziećmi nieprawymi, a nie synami. (Hebr. 12)

Staram się jednak żyć wg człowieka wewnętrznego i zgodnie z nauką Pana. Po ludzku mówię, wolę być nie karany przez Boga.

Zatem, jak sam napisałeś, jestem tylko istotą ludzką i nie mogę dać ci tego, co może dać ci tylko Bóg. Ja nie potrzebuję wiedzy, jakie i kiedy miałeś sytuacje z mężczyznami. Moje pytanie o to miało ci pokazać, że choć teraz nie współżyjesz, to liczy się też to, co zrobiłeś w przeszłości i co jeszcze możesz zrobić, a o czym Bóg już dziś wie.

Piszesz, że przed Bogiem będziesz się spowiadał, nie przede mną. Masz rację, tylko przed Bogiem możesz wyznać grzechy. Jednak zgodnie z nauką KRK musisz to jednak zrobić przed kapłanem w konfesjonale… Ja sobie nie roszczę prawa do bycia twoim spowiednikiem, bo wiem, że to nie jest biblijne. Ale inni roszczą sobie takie prawa…

Dobrze zrobisz, jeśli nie będziesz mnie czcił, nie będziesz mi oddawał pokłonu, a będziesz mnie traktował jak zwykłego człowieka. Jednak również dobrze uczynisz, jeśli zastosujesz tę zasadę wobec wszystkich ludzi na ziemi, bez względu na to, jakie im przyznano funkcje (papieża, biskupa, pastora…).

Co do lobbystów LGBT i psychologów i mojego przeczenia sobie. Ja patrzę na grzech człowieka WYŁĄCZNIE w świetle Pisma Świętego. W tym sensie jestem lobbystą na rzecz Biblii i jest to moja chluba, a nie powód do wstydu. Napisałem ci szczegółową egzegezę homoseksualizmu w świetle listu do Rzymian, przysłałem ci też lekcję w mp3 na ten temat. Niestety, póki co nie odnosisz się do słów Pawła, a dalej wskazujesz na różne przyczyny homoseksualizmu. To nie ja Piotrze upraszczam sprawę, lecz Bóg w swoim Słowie.

Co do złych myśli, niech Pismo odpowie:

(21) Albowiem z wnętrza, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, wszeteczeństwa, kradzieże, morderstwa, (22) cudzołóstwo, chciwość, złość, podstęp, lubieżność, zawiść, bluźnierstwo, pycha, głupota; (23) wszystko to złe pochodzi z wewnątrz i kala człowieka. (Ew. Mar. 7)

Zobacz, z czym Pan Jezus zestawia złe myśli i z czym je zrównuje.

Co do świętych obrazów i ich czczenia. Ja wiem, jak jest nauka KRK w tym temacie i jak wg tej nauki próbuje się z czarnego zrobić białe. Wielu ludzi daje się na to nabrać, że w KRK w tej kwestii jest ok wobec Pisma, bo nie czci obrazów a jedynie za ich pomocą czci Boga. Ale czy taka jest prawda? Jak to widzi Bóg?

Ja widzę praktykę katolików i ta przemawia przeciwko KRK. Obraz jasnogórski jest czczony do tego stopnia, że się chowa go za pancerną szybą. Byłem tam i widziałem, co ludzie robią wokół obrazu i jak na niego reagują.

Obraz Jezusa Miłosiernego – tu jest jeszcze gorzej. No bo przecież mamy wizję Faustyny, w której objawiono jej, że:

„(…) Obiecuję, że dusza, która czcić będzie ten obraz, nie zginie. Obiecuję także, już tu na ziemi, zwycięstwo nad nieprzyjaciółmi, a szczególnie w godzinę śmierci.”

Jak się zapatrujesz na wizje Faustyny i ten obraz? Czcisz go, czy nie???

Relikwie, obrzydliwa rzecz przed Bogiem. Nawet księdza Popiełuszki nie oszczędzono. Naprawdę wierzysz, że ludzie nie czczą tych relikwii??? O włączeniu śmierci zwykłego człowieka w śmierć Jezusa, nie chcę nawet pisać… http://www.popieluszko.net.pl/xjerzy/relikwiarz.php

No i obrazy noszone od domu do domu – pamiętam z dzieciństwa. Obrazy święte… brrr… I obrazy przyjeżdżające do kościoła co jakiś czas. Taki tłum się zbierał, że nie dało się wejść do środka. Ale KRK zabrania czczenia obrazów….

Oto jako błogosławionych czcimy tych, którzy wytrwali. ???

Dlaczego cytujesz z BP, a nie z BT? Nawet w BT nie ma tu mowy o czczeniu:

(11) Oto wychwalamy tych, co wytrwali.

A w BG mamy:

(11) Oto za błogosławionych mamy tych, którzy cierpieli.

Co znaczy słowo błogosławiony? SZCZĘŚLIWY – greckie słowo MAKARIDZO. W greckim oryginale nie ma słowa czcić w tym miejscu.

Ewangelia Jana rozdział 6

Dziękuję, że mnie do niego odsyłasz. Dość dobrze znam ten rozdział, jak i całą Ew. Jana. Twierdzisz, że KRK nie czci opłatka, lecz samego Pana Jezusa w opłatku… Ale Jezus jest tam ponoć obecny FIZYCZNIE. A jednocześnie jest FIZYCZNIE po prawicy Ojca. Takie spojrzenie na tę kwestię robi z Pana kłamcę, bo powiedział, że odchodzi, a jednak został… Robi kłamcę z Pawła, który w Dz. Ap. dobitnie stwierdził, że Bóg nie mieszka w świątyniach ręką zbudowanych, a okazuje się że wg KRK mieszka…

Ale przechodząc dokładniej do Ew. Jana, przeczytaj kilka moich wniosków na ten temat.

Jest to oczywiście sztandarowe miejsce KRK na poparcie słuszności Eucharystii. Ale czy na pewno?

1) Jezus mówi do szerokiego grona uczniów i całego ludu, który go słuchał.
2) Zauważ kolejność 6 rozdziału – najpierw nakarmienie 5 tysięcy chlebem, potem wskazanie Jezusa, żeby szukali nie pokarmu który ginie, ale takiego, który trwa (6:27), następnie wskazanie Jezusa na prawdziwy chleb z Nieba
3) Kluczowy werset – (35) „Odpowiedział im Jezus: Ja jestem chlebem żywota; kto do mnie przychodzi, nigdy łaknąć nie będzie, a kto wierzy we mnie, nigdy pragnąć nie będzie.” Czyli kto przychodzi do Jezusa, nigdy nie będzie głodny, a kto wierzy w niego, nigdy nie będzie spragniony
4) spożywanie ciała i picie krwi, o którym Jezus mówi później ma znaczenie symboliczne i nie może stać w sprzeczności do wersetu 35.
5) należy zauważyć, że ta wypowiedź Jezusa ma miejsce dużo wcześniej, niż ostatnia wieczerza, gdzie Jezus podał uczniom chleb i wino, ustanawiając pamiątkę jego śmierci.
6) większość uczniów zrozumiała wypowiedź Jezusa z 6 rozdziału dosłownie (6:52), i dlatego się zgorszyli i przestali chodzić z Jezusem (6:66)
7) A jak zareagowali apostołowie? Czy zadeklarowali kanibalizm? Nie, Piotr powiedział: (68) Odpowiedział mu Szymon Piotr: Panie! Do kogo pójdziemy? Ty masz słowa żywota wiecznego. (69) A myśmy uwierzyli i poznali, że Ty jesteś Chrystusem, Synem Boga żywego. Nie odpowiedział, ty masz „ciało żywota wiecznego”, ale ty masz słowa…
8) Nigdzie w Biblii nie czytamy później, aby apostołowie praktykowali Eucharystię, tak jak to interpretuje KRK. Czytamy za to w Dz. Ap. i listach Pawła o praktykowaniu łamania chleba i picia wina.

Podsumowując, 6 rozdział współgra z innymi miejscami mówiącymi o wierze w Jezusa i życiu wiecznym. Brak zrozumienia symboliki w tym miejscu doprowadziło do stworzenia w KRK niebiblijnej nauki i wyznawanie
innego Jezusa – Eucharystycznego.

Co do papieża, biskupów, pastorów… Ja nie podlegam nikomu i nikogo z ludzi nie czczę. Moją głową, jako członka Kościoła, jest Jezus Chrystus.

Ale pamiętam, gdy JP2 przyjechał do Białegostoku i rodzice mnie zabrali… To było wydarzenie, jakby sam Jezus przyjechał. No i nie dziwię się, gdyż papież KRK ma miano zastępcy Chrystusa na ziemi. Ale ty go nie czcisz… To dobrze, lecz jak rozumiem jego status uznajesz i mówisz do niego Ojcze Święty?

A jak się zapatrujesz na najnowszą modlitwę do zmarłego JP2?

Janie Pawle II nasz święty orędowniku,
Wspomożycielu w trudnych sprawach
Ty, który swoim życiem świadczyłeś
wielką miłość do Boga i ludzi
Prowadząc nas drogą Jezusa i Maryi
w umiłowaniu obojga, pragnąc pomagać innym.
Przez miłość i wielkie cierpienie ofiarowane za bliźnich,
co dzień zbliżałeś się do świętości.
Pragnę prosić Cię o wstawiennictwo w mojej sprawie...
Wierząc, że przez Twoją wiarę,
modlitwę i miłość pomożesz zanieść ją do Boga
Z ufnością w miłosierdzie Boże i moc Twej papieskiej modlitwy.
Pragnę przez Jezusa i Maryję
Za Twoim przykładem zbliżać się do Boga.

Jak już pisałem, moim orędownikiem w niebie jest Jezus, zgodnie z Pismem. A Ty, Piotrze, ilu masz orędowników?

Nie jestem święty w twoim zrozumieniu, ani bezgrzeszny, co już pisałem. Ale jestem święty w rozumieniu Pisma, jako uczeń Jezusa Chrystusa. Poniżej kilka myśli z jednego z moich artykułów

http://www.kuzbawieniu.pl/artykuly/ostrzegamy/140-badz-wola-twoja

Czytamy w Biblii, że określenie święty odnosi się np. do żyjących dawniej proroków Pana (zobacz Łuk. 1:70; Dz. Ap. 3:21; 2 Piotra 3:2), ale również do żyjących w czasie pisania Nowego Testamentu wierzących w Pana Jezusa Chrystusa. Potwierdza to mnóstwo fragmentów Pisma. Na przykład: Do wszystkich przez Boga umiłowanych, powołanych świętych, którzy mieszkają w Rzymie: Łaska wam i pokój od Boga, Ojca naszego, i Pana Jezusa Chrystusa! (List do Rzymian 1:7, Biblia Tysiąclecia)

Kiedy Piotr odwiedzał wszystkich, przyszedł też do świętych, którzy mieszkali w Liddzie. (Dzieje Apost. 9:32, Biblia Tysiąclecia)

 

Czy ludzie wierzący w Pana Jezusa byli i są święci dlatego, że wiedli lub wiodą życie bezgrzeszne? Nie. Czy przeprowadzano za ich życia lub po ich śmierci jakiekolwiek dochodzenie, mające na celu przyznanie im statusu człowieka świętego? Absolutnie nie. Dlaczego więc Słowo Boże nazywa żyjących ludzi świętymi? Apostoł Paweł tak pisał do żyjących Koryntian: do tych, którzy zostali uświęceni w Jezusie Chrystusie i powołani do świętości wespół ze wszystkimi, którzy na każdym miejscu wzywają imienia Pana naszego Jezusa Chrystusa, ich i naszego /Pana/.

Świętym w oczach Boga można być tylko dzięki wierze w Pana Jezusa Chrystusa, a nie dzięki bezgrzeszności i dobrym uczynkom. Święci Koryntianie mieli na sumieniu wiele grzechów, za co Paweł ich w 2 listach ostro napominał (np. 1 Kor. 5:1-13). Lecz ci sami święci, aczkolwiek grzeszni w ciałach swoich, kiedyś świat będą sądzić, a nawet aniołów!

Czy nie wiecie, że święci będą sędziami tego świata? A jeśli świat będzie przez was sądzony, to czyż nie jesteście godni wyrokować w tak błahych sprawach? Czyż nie wiecie, że będziemy sądzili także aniołów? O ileż przeto więcej sprawy doczesne! (1 list do Koryntian 6:2-3, Biblia Tysiąclecia)

Drogi Piotrze! Napisałem ci na początku naszej korespondencji, że bez prawdy nie ma miłości. Moim celem nie jest “dokopanie” ci, czy przedstawienie ciebie jako gorszego, niż ja. Zapewniam cię, że popełniłem wiele grzechów, o których mi dzisiaj wstyd pisać, czy mówić. Może byłem gorszy niż ty, nie wiem. Ale wyznałem grzechy Panu i mam je przebaczone. Modlę się, abyś zwrócił uwagę na Pismo Święte i dokonywał oceny swego życia wyłącznie przez pryzmat Słowa. Wtedy zobaczysz, to co ja chcę ci poprzez moją pisaninę przekazać.

Życzę ci tylko dobrze, fajnie byłoby się spotkać razem i żyć wiecznie w Jezusem. Ja się wybieram do Pana, a nie na Sąd. A ty gdzie się znajdziesz po śmierci? Czy wiesz?

Pozdrawiam

Rafał

[Wysyłam mail, na który niezwłocznie otrzymuję odpowiedź]

Drogi Piotrze! [Rafał włącza kolejne paragrafy mojego maila w swoją odpowiedź]

Ja lubię dyskutować, nie ukrywam, ale staram się robić to merytorycznie i spokojnie. Może nie zawsze udaje mi się powstrzymać emocje, ale staram się

A teraz do rzeczy, bo sporo trzeba wyjaśnić i uporządkować.

Napisałeś:

Jako katolika niepokoi mnie jednak Twoje sztampowe podejście do naszej tzw. „moralności uczynkowej”.Wiedz, że jeśli katolik wierzy, iż swoimi uczynkami wybłaga sobie u Boga miejsce w niebie – to błądzi. Według KRK uczynki wynikają z wiary – są ich świadectwem, a nie narzędziem obłaskawiania Pana Boga. Wiara to nie tylko przekonanie, że Bóg mnie zbawi. Wiara to próba odcięcia się od grzechów i przemiana życia, która jakoś musi dać znać o sobie. I Pismo mówi w jaki sposób.

Piotrze, chyba musisz bardziej zgłębić nauki katolickie. Przeczytaj uważnie chociażby pkt 2010 katechizmu:

2010Ponieważ w porządku łaski inicjatywa należy do Boga, dlatego nikt nie może wysłużyć sobie pierwszej łaski, która znajduje się u początku nawrócenia, przebaczenia i usprawiedliwienia. Poruszeni przez Ducha Świętego i miłość możemy później wysłużyć sobie i innym łaski potrzebne zarówno do naszego uświęcenia, wzrostu łaski i miłości, jak i do otrzymania życia wiecznego. Same tylko dobra doczesne, jak zdrowie, przyjaźń, mogą zostać wysłużone zgodnie z mądrością Bożą. Te łaski i dobra są przedmiotem modlitwy chrześcijańskiej. Modlitwa wyraża naszą potrzebę łaski dla czynów zasługujących.

Zatem wg nauki KRK wysłużyć sobie “pierwszej łaski” się nie da, ale już później można wysłużyć sobie łaski potrzebne do otrzymania życia wiecznego. Jest to sprzeczne z tym co napisałeś.

Idąc dalej, na stronie wyjaśniającej doktryny katolickie www.teologia.plczytam:

e) Rozliczenie się z naszego miłosierdzia Ponieważ nieustannie stykamy się z miłosierdziem Boga, z Jego przebaczeniem, dlatego Pan wymaga, abyśmy i my okazywali je innym ludziom (por. Mt 18,23). Na sądzie szczegółowym będziemy musieli rozliczyć się z naszego miłosierdzia okazywanego słowem, modlitwą i czynem. Tak o tym poucza Jezus bł. s. Faustynę: “jest potrójne wykonanie miłosierdzia: słowo miłosierne – przez przebaczenie i pocieszenie, drugie – gdzie nie możesz słowem to modlić się – i to jest miłosierdzie, trzecie – uczynki miłosierdzia. A gdy tu przyjdzie dzień ostatni, z tego sądzeni będziemy i według tego otrzymamy wyrok wieczny” (Św. s. M. Faustyna Kowalska, Dzienniczek, Miłosierdzie Boże w duszy mojej, Warszawa 1993, Wydawnictwo Księży Marianów, p. 1158).

A zatem wg nauki katolickiej wyrok wieczny otrzymamy z naszych uczynków – miłosierdzia okazywanego innym. KRK nie rozróżnia za bardzo, czym jest tak zwany sąd ostateczny, a czym sąd Chrystusowy (trybunał Bema). Na pierwszym zapadną same wyroki skazujące, na drugim Chrystus rozliczy swoich uczniów, którzy będą z nim żyć wiecznie, ze wszystkich uczynków, i wg tego będzie nagradzał lub ganił, ale nie ma to nic wspólnego z otrzymaniem lub nie zbawienia. Więcej o tym napisałem tutaj http://www.kuzbawieniu.pl/artykuly/rozwazania-biblijne/138-sad-ostateczny-czy-sad-chrystusowy

Piotrze, wszelkie miejsca Pisma, które mówią o dobrych owocach, czynieniu dobrych uczynków, mówią o tym, że człowiek znający Jezusa będziemy czynił dobro, ale nie po to, żeby sobie zasłużyć na życie wieczne, lecz dlatego, że już ma żywot wieczny i chce być posłuszny Bogu, dobrze czyniąc. Lepiej nie da się opisać tego, niż zrobił to Apostoł Paweł w liście do Efezjan, w zaledwie dwóch zdaniach:

(8) Albowiem łaską zbawieni jesteście przez wiarę, i to nie z was: Boży to dar; (9) nie z uczynków, aby się kto nie chlubił. (10) Jego bowiem dziełem jesteśmy, stworzeni w Chrystusie Jezusie do dobrych uczynków, do których przeznaczył nas Bóg, abyśmy w nich chodzili.  

Czyli, ludzie zbawieni wyłącznie z łaski przez wiarę, nie z uczynków, będą następnie chodzić w dobrych uczynkach. I Bogu dzięki za taką kolej rzeczy.

Napisałeś:

Pytasz mnie o s. Faustynę. Czy ja czczę obraz Jezusa Miłosiernego? Nie czczę żadnego obrazu – koniec kropka. Jeśli oddaję komuś cześć, to za radą „Dzienniczka” i wskazanego przez Ciebie fragmentu czczę samego Jezusa Miłosiernego, a nie płótno posmarowane farbą. Tak odczytuję wskazany przez Ciebie fragment. Wierzę, że Pan Jezus rzeczywiście przyszedł do s. Faustyny. Jego zalecenie uważam za sugestię wyrażonej już przeze mnie praktyki. Pan Jezus świetnie jednak zdaje sobie sprawę, że pogańskie kulty czczenia obrazów wryły się w święta wiarę chrześcijańską, więc zalecił wykonanie obrazu, który przybliża coś ważnego sercu katolika i wyrywa go z marazmu oddawania czci figurkom. Rozmawiałem niedawno z zakonnicą, która do Pana Jezusa Miłosiernego ma szczególne nabożeństwo. Wyznała mi, że nigdy przez myśl jej nie przeszło, by czcić obraz. Czci Tego, którego obraz ten przybliża. Podobnież nie czcimy Biblii! Ty też nie – mam nadzieję. Czcimy Jej Autora i to, co ona przekazuje staramy się wdrożyć w życie.

To co piszesz, Piotrze, jest niezgodne z zaleceniem postaci, która ukazała się Faustynie Kowalskiej. Postać nakazała namalować obraz i ten obraz czcić. Jest to wyraźnie napisane w Dzienniczku. Czarne jest czarne, Piotrze, a białe jest białe, choćbyś nie wiem jak próbował wykazać, że jest inaczej. Dowody? Proszę bardzo. Na stronie www.faustyna.eu czytam:

Pan Jezus wielokrotnie ukazywał się siostrze Faustynie w takiej postaci, jaka została namalowana na obrazie (Dz. 473; 500; 851; 1046; 1565), a także wielokrotnie żądał, aby obraz ten był udostępniony do publicznej czci.

Dzięki staraniom ks. Sopoćki, wizerunek Miłosiernego Zbawcy wystawiony w oknie galerii przy kaplicy Matki Bożej Miłosierdzia w Ostrej Bramie w Wilnie, 26-28 kwietnia 1935 r. po raz pierwszy doznawał publicznej czci,

Przez trzy dni był ten obraz wystawiony na widok publiczny i odbierał cześć publiczną, ponieważ był umieszczony w Ostrej Bramie, w szczycie okna, dlatego było go widać z bardzo daleka.

Ksiądz Sopoćko dokładnie wiedział, że obraz ma być publicznie czczony i zrobił wszystko, aby tak było. O jego pozowaniu do obrazu nie będę się rozpisywał, tylko zacytuję:

W malowaniu obrazu czynnie uczestniczył ks. Sopoćko – fundator dzieła, który na prośbę malarza pozował ubrany w albę.

Na stronie www.faustyna.pl czytam:

Ten wizerunek Chrystusa cieszy się niezwykłą czcią wiernych, słynie wieloma łaskami, a jego kopie i reprodukcje można spotkać wszędzie, na wszystkich kontynentach świata.

Piszesz, Piotrze, o rozmowach Twoich z jedną siostrą zakonną. Ja również rozmawiam z osobą, która była 5 lat w zakonie sióstr, założonym w wyniku objawień Faustyny. Opowiadała mi o tym, jak to się robiło nawet ołtarzyki obrazkom Jezusa Miłosiernego… Iwonka nawróciła się do prawdziwego Jezusa i dzisiaj oddaje cześć Bogu w Duchu i Prawdzie. Jej świadectwo przeczytasz tutaj:

http://www.kuzbawieniu.pl/wiadectwa/179-z-zakonu-do-chrystusa-swiadectwo-nowego-narodzenia-iwony

Osobiście usunąłem za zgodą Iwonki pewne rzeczy ze świadectwa, opisujące to, co się działo w zakonie. Nie chciałem bowiem gorszyć ludzi, czytających świadectwo…

Masz rację, Piotrze, Pan Jezus doskonale zdaje sobie sprawę z tego, co się dzieje i jak pogańskie kulty rządzą religią katolicką. Jesteś jednak bliski bluźnierstwa przypisując Bogu, twórcy prawa zakazującego wykonywania i czczenia podobizn, działanie wbrew świętemu prawu, czyli wbrew sobie. Jezus nie stoi za wizją Faustyny, bo jest ona całkowicie niezgodna z Pismem. Jezus nie jest obłudnikiem, nakazującym nam przestrzegania jego nauki, przy jednoczesnym łamaniu jej przez siebie. Da Bóg, że kiedyś to wyraźnie zobaczysz. Więcej o tym tutaj:

http://www.kuzbawieniu.pl/artykuly/ostrzegamy/177-w-duchu-i-prawdzie

Oczywiście, że nie czczę żadnej książki. Słowo Boże jest święte, a nie książka, choć na okładce ma napis Biblia.

Napisałeś:

Kult relikwii i wisiorków jest bolesną kartą w historii Kościoła. Dlaczego to piszę? Bo wiele osób uważa, że są to przedmioty magiczne, które sprawią, ze bez ich żadnej pracy nad sobą coś osiągną. Pamiętam jak o pieniądze prosił mnie pewien pijany pan z wielkim obrazkiem papieża Jana Pawła II na szyi. Nie dałem mu nic. Obraził się i poszedł, a ja zostałem z myślą: czy ten człowiek myśli, że przez założenie sobie podobizny JPII na piersi przestanie pić? Albo, że nagle Bóg to sprawi?… Marne szanse.

Nie zgodzę się, że to karta z historii. Ta karta kultu relikwii jest tworzona ciągle w KRK i nie tylko, wbrew nauce Pisma.

Napisałeś:

Pamiętaj, że jako chrześcijanie, my katolicy, nie czcimy świętych, oddajemy im głęboki szacunek. To wszystko. Lubimy myśleć o nich i pisać, a ten element „kultu” świętych wynika z poczucia duchowej więzi z nimi – wierzymy bowiem w communio sanctorum (tłumaczoną na „obcowanie świętych”, „bliskość ze świętymi” lub „społeczność świętych” – jak, bez błędnie, wolą luteranie). Święci zasnęli bowiem w Panu i dlatego są bliscy naszym sercom.

Tu też się nie zgodzę, że w KRK nie czci się świętych. Jest to robione i to na wielką skalę. Tutaj znów musisz trochę doczytać. W konstytucji Divinus perfectionis Magister (http://pl.wikipedia.org/wiki/Divinus_perfectionis_Magister)

czytam:

Kościół zaś, od pierwszych wieków chrześcijaństwa, zawsze wierzył w to, że Apostołowie i Męczennicy są ściśle złączeni z nami w Chrystusie, okazywał im szczególna cześć razem z błogosławioną Dziewicą Maryją i świętymi Aniołami oraz pobożnie wzywał ich wstawiennictwa i pomocy. Do nich niebawem zostali dołączeni także inni, którzy szczególniej naśladowali dziewictwo i ubóstwo Chrystusa, a wreszcie i ci, których bardzo wyraźne praktykowanie cnót chrześcijańskich i boskie charyzmaty polecały pobożnej czci i naśladowaniu wiernych.”

Oczywiście KRK ma swoją definicję świętości, całkowicie niezgodną z Biblią. Pisałem o tym tutaj http://www.kuzbawieniu.pl/artykuly/ostrzegamy/140-badz-wola-twoja

Katolicy modlą się do swoich świętych, czyż nie? Tworzą im sanktuaria, czyż nie? Wieszają ich wizerunki, nawet przy kluczykach do samochodu. Czyż nie?

Takie praktyki nie mają żadnego poparcia w Piśmie.

Tylko jeden z tysięcy przykładów:

Z racji zbliżającego się Jubileuszu 600-lecia urodzin św. Jana z Dukli, sanktuarium przygotowało kapsuły z relikwiami św. Jana z Dukli, które możemy przekazać do parafii w których czczony jest nasz Święty Współbrat.

http://www.dukla.bernardyni.pl/index.php/sanktuarium-sw-jana-z-dukli/relikwie-sw-jana-z-dukli

Napisałeś:

Tu dotykamy ich wstawiennictwa. Wierzymy, że święci modlą się za nami u Boga, ale tak samo jak Ty modlisz się za mnie, a ja za Ciebie. Nie są naszymi orędownikami (lecz tylko przyjaciółmi). I nie tak dawno przypomniał o tym wyraźnie papież Franciszek: mamy jednego orędownika i pośrednika – Jezusa, wcielonego Syna Bożego, przez którego i dla którego wszystko się stało. Pozwól, że przytoczę słowa biskupa Rzymu:

Jest człowiekiem, z ciałem takim jak nasze, choć chwalebnym. Ma rany na rękach, boku, na stopach i kiedy się modli ukazuje Ojcu tę cenę usprawiedliwienia, i modli się za nas, jakby mówiąc: «Ojcze, niech się ten oto nie zagubi» (…) On modli się za mnie się, modli się za nas wszystkich odważnie, bo ukazuje Ojcu cenę naszego usprawiedliwienia: Jego rany. Myślmy o tym bardzo i dziękujmy Panu. Dziękujmy za brata, który modli się z nami i za nas, wstawia się za nami. Rozmawiajmy też z Jezusem, powiedzmy mu: „Panie, Ty jesteś orędownikiem, Ty mnie zbawiłeś, usprawiedliwiłeś. Ale teraz módl się za mnie. Chodzi o powierzenie Jemu naszych problemów, naszego życia, tak wielu spraw, aby On je zaniósł do Ojca. (kosciol.wiara.pl)

To jest nasza wiara, Rafale, to jest wiara Kościoła katolickiego jeśli chodzi o jakiekolwiek kwestie związane z orędownictwem u Boga (mówię o tym dygresyjnie, bo nie podjęliśmy tej kwestii bezpośrednio). Jeśli ktoś – lub jakieś społeczności katolickie – dorabiają Jezusowi współ-odkupicieli i współ-orędowników, błądzą, ale to ich sprawa, a nie faktyczna wiara naszego Kościoła.

 

KKK 969 „To macierzyństwo Maryi w ekonomii łaski trwa nieustannie, poczynając od aktu zgody, którą przy Zwiastowaniu wiernie wyraziła i którą zachowała bez wahania pod krzyżem, aż do wiekuistego dopełnienia się zbawienia wszystkich wybranych. Albowiem wzięta do nieba, nie zaprzestała tego zbawczego zadania, lecz poprzez wielorakie swoje wstawiennictwo ustawicznie zjednuje nam dary zbawienia wiecznego… Dlatego to do Błogosławionej Dziewicy stosuje się w Kościele tytuły: Orędowniczki, Wspomożycielki, Pomocnicy, Pośredniczki” (Sobór Watykański II, konst. Lumen gentium, 62).

 

Czytam w innych katolickich źródłach, że Maryja jest wszechmocną Orędowniczką u Boga:

http://www.pch24.pl/maryja-wszechmocna-oredowniczka-u-boga,2045,i.html

 

Pan Jezus nakazał uczniom zwracać się do niego bezpośrednio z prośbami i grzechami, jako do jedynego Orędownika u Boga. Czy tak robisz, czy też potrzebujesz jakiegokolwiek dodatkowego orędownika/orędowniczki w Niebie??? Nauka Pisma jest taka, że jest Bóg Ojciec, z jedynym pośrednikiem i orędownikiem u Ojca jest Jezus Chrystus. Następnie są uczniowie Jezusa, ludzie wierzący. Nie ma między Jezusem a jego uczniami żadnych innych pośredników i orędowników. Zostaw naukę KRK a wykaż mi na podstawie Pisma, że jest inaczej.

 

Nauka Franciszka to jedno, a praktyka to drugie. Więcej o tym tutaj:

http://www.kuzbawieniu.pl/artykuly/ostrzegamy/181-ekumenizm-ma-sie-dobrze

i tutaj:

http://www.kuzbawieniu.pl/artykuly/ostrzegamy/182-zdrowej-nauki-nie-cierpia

Franciszek sam przyznał, że modli się do diabła! Modlił się on bowiem do Madonny („Jutro chcę pójść pomodlić się do Madonny, by opiekowała się całym Rzymem – powiedział papież”), a według jego własnych słów „kto nie modli się do Boga, modli się do diabła”. Czy Madonna jest Bogiem?

Piszesz do mnie:

Rafale, wdałeś się ze mną w polemikę wokół Jana 6. Uważnie przeczytałem Twoje 7 punktów i biorę je sobie głęboko do serca. To dość spójne co piszesz, ale upraszczasz sprawę. Pan Jezus zapowiedział konieczność przyjmowania Go. Tak, chodziło o przyjmowanie duchowe tam (w tamtej sytuacji), bo rozmnożony chleb był tylko chlebem. Na Ostatniej Wieczerzy Pan Jezus powiedział wyraźnie, że ustanawia coś na kształt rytuału (TO CZYŃCE NA MOJĄ PAMIĄTKĘ), czyniąc to co czynił w ramach wydarzenia religijnego (paschy) i powiedział wyraźnie: TO JEST CIAŁO MOJE / TO JEST KREW MOJA. Nie powiedział „to jest tak jakby ciało moje”, „albo to tak jakby będzie, na niby będzie… tak symbolicznie, moja krew”. Ale powiedział TO JEST. Wydarzenie Ostatniej Wieczerzy nadało J6 ostateczny, drugi sens. Dobrze znam Traktat o Komunii Świętej Jana Kalwina – tekst bardzo wpływowy w protestantyzmie (nie tylko kalwińskim), ale moim zdaniem był on inspirowany nie wiarą w Jezusa, ale zwątpieniem.

Wierzę, że w Eucharystii Pan Jezus jest Obecny. Powiedział, że odchodzi jako ludzik, który chodził po ziemi 2000 lat temu, ale jest w Niebie, jest po prawicy Boga – a co z tego wynika – jest wszędzie, jest zawsze blisko nas. Trochę się z Tobą nie zgodzę, nie zgodzę się z „odejściem” Pana Jezusa: A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata (Mt 28,20).

Kościół katolicki wytłumaczył na Soborze Laterańskim IV (1215) obecność Pana Jezusa arystotelesowskim terminem transsubstancjacji. Ale uczynił to po to, by znaleźć najlepsze wytłumaczenie, jakiego domagał się lud, który chciał zrozumieć. Musisz mieć świadomość, że chrześcijaństwo – w tym katolicyzm – często posiłkuje się terminologią różnych kręgów kulturowych (w tym terminami „subkultury filozofów”), bo do tych kręgów dotrzeć. Jest to jednak samo w sobie wytłumaczenie i tak kulawe, choć – jak wierzę – najporęczniejsze. A dlaczego uważam, że kulawe? Bo Pan Jus powiedział TO JEST – i tylko tyle nam pozostawił. Każde więc wyjaśnienie, roszczące sobie pretensje do bycia stuprocentowym wytłumaczeniem czegoś co jest z założenia niewytłumaczalne, jest chybione.

Piotrze, zacznę o prostego pytania. Czy Jezus jest DRZWIAMI, albo DROGĄ w dosłownym znaczeniu? Sam powiedział, że jest, ale chyba obaj rozumiemy, że w tym przypadku ma to znaczenie symboliczne. Zatem trzeba się zastanowić, czy rzeczywiście chleb łamany podczas wieczerzy to fizycznie i dosłownie ciało Jezusa, a wino dosłownie i fizycznie jest Jezusa krwią, jak autorytatywnie twierdzi KRK? Mało tego, kto temu zaprzecza, jest przez KRK wyklęty:

Zgodnie z ustaleniami KRK poczynionymi na Soborze Trydenckim: „Gdyby ktoś przeczył temu, że w Najświętszym Sakramencie Eucharystii zawarte są prawdziwie, rzeczywiście i substancjalnie ciało i krew wraz z duszą i Bóstwem Pana naszego Jezusa Chrystusa, a więc cały Chrystus, a twierdził, że jest On w nim tylko jako w znaku, obrazie lub mocy – niech będzie wyklęty.”

O moim zrozumieniu Ew. Jana 6 napisałem, więc nie będę się powtarzał. Sens 6 rozdziału jest w 6 rozdziale. Podobnie rozumiem Ew. Mat. 26 rozdział (i w pozostałych ewangeliach), czyli symbolicznie. Nie widzę, żeby Pan Jezus nakazał uczniom kanibalizm i jedzenie własnego ciała. Nie widzę też nigdzie w Piśmie, aby ludzie mieli później nadaną moc zamieniania zwykłego chleba w fizyczne ciało Jezusa, a zwykłego wina w fizyczną Jezusa krew. Nawiasem mówiąc chciałbym zobaczyć księdza, który by wypił ze 3 kielichy z krwią Jezusa, a potem zatrzymała go policja i poddała testowi na alkomacie. Ksiądz traci prawo jazdy, nie sądzisz? Ale dlaczego, skoro pił krew, a nie wino?

Mam wrażenie, że trochę mylisz pojęcia Jezusa jako człowieka i jego fizyczną obecność w ciele i krwi, z Jezusem Bogiem, gdzie duchowo jest On wszechpotężny i wszechobecny. Jezus Chrystus fizycznie został wzięty do nieba, na oczach świadków i tam przebywa. Pismo mówi o tym jasno w 1 roz. Dziejów.

(9) I gdy to powiedział, a oni patrzyli, został uniesiony w górę i obłok wziął go sprzed ich oczu. (10) I gdy tak patrzyli uważnie, jak On się oddalał ku niebu, oto dwaj mężowie w białych szatach stanęli przy nich (11) i rzekli: Mężowie galilejscy, czemu stoicie, patrząc w niebo? Ten Jezus, który od was został wzięty w górę do nieba, tak przyjdzie, jak go widzieliście idącego do nieba.

Fizycznie został wzięty do nieba i tak samo widzialnie przyjdzie powtórnie, tak jak go widzieli świadkowie.

Jezus jest ze swoimi uczniami, zawsze. Tam gdzie dwaj lub trzej w Jego imię się spotykają, tam jest Jezus pośród nich. Fizycznie? Oczywiście nie. No i pamiętajmy o Duchu Świętym, który został posłany w miejsce Jezusa, aby zamieszkać w wierzących.

Przepraszam, że znów się rozpisałem, ale to wszystko jest szalenie ważne. Jeśli bowiem nadal twoim celem będzie wierność nauce katolickiej, nie dojdziesz do poznania prawdy, zawartej w Piśmie, bo ta prawda w wielu, wielu miejscach jest całkowicie sprzeczna z nauką KRK. Nie ma innego wyjścia, dla każdego grzesznika, jak na nowo się narodzić. Nie poprzez pokropienie wodą, a z prawdziwie z Ducha Świętego. Jeśli tak się kiedyś stanie w Twoim przypadku, wówczas Bóg wyzwoli cię z więzów grzechu, w tym homoseksualizmu. Musisz tylko zaufać Jezusowi, bezpośrednio Jemu. Nie mnie, nie nauce protestantów, czy katolików, a Jezusowi. Jak to zrobić? Czytaj i poznawaj Pismo. Proś Boga o zrozumienie. Tylko tyle i aż tyle.

Pozdrawiam serdecznie!

Rafał

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under Niezależne

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s